piątek, 22 maja 2015

Aby mądrze postępować, trzeba mieć coś więcej, niż sam tylko rozum

I am the voice of Never-Never-Land
The innocence, the dreams of every man
I am the empty crib of Peter Pan
A silent kite against the blue, blue sky,
Every chimney, every moonlit sight
I am the story that will read you real,
Every memory that you hold dear
Studentka literatury ܀ Pracuje w Ross Old Book & Print Shop ܀ Malarka karykatur ܀ Gra w LARP`a
Lat 22 
Szczęśliwa właścicielka Nico&Nike, Bena i Less
Mieszka razem z rodzicami w jednorodzinnym domku. Poszukują współlokatora
“Wieczorem wychodzę z psem i patrzę na niebo. Gdy jest taki wiatr jak dziś, zazwyczaj spadają gwiazdy, wtedy wymyślam sobie różne życzenia. Wczoraj miałam takie, że aż gwiazda, która spadała, zatrzymała się w połowie, jakby ze zdumienia ją zatkało. Powiedziała: „O pardon, madame” i taka była zaskoczona, że nie tylko nie spadała dalej, ale po chwili wróciła i przykleiła się ponownie do nieba. Ale kiedyś wezmę patyk i strącę skubaną, niech mi się spełni.”
Gdyby żyła w średniowieczu zapewne zostałaby jedną z wielu kochanek króla oraz żoną jakiegoś walecznego rycerza. Chodziłaby w przepięknych sukniach i z obrzydzeniem wpatrywałaby się w żonę swojego kochanka. Za dnia wydawałaby rozkazy niewolnicom i służącym, doglądając pracy malarzy i architektów. W nocy dawałaby rozkosz swojemu kochankowi, a potem wracałaby do męża, udając ból głowy. Może urodziłaby nawet królewskiego bękarta.
Gdyby żyła w renesansie byłaby asystentką Leonarda da Vinci. Może zostałaby jego muzą i kochanką. Za dnia pomagałaby mistrzowi przy jego pracach. W nocy natomiast starałaby się wymyślić nowe projekty, którymi mogłaby podzielić się ze swoim mistrzem.
Gdyby żyła w czasach nowożytnych, zaciągnęłaby się na statek Kolumba i podróżowałaby wraz z innymi po oceanach. Nie wróciłaby jednak do Europy wraz z nimi. Zostałaby w Ameryce, myśląc, że jest w Indiach, i dołączyłaby do któregoś z plemion. Wyszłaby za mąż za syna wodza i urodziłaby mu liczne potomstwo. Sprawiłaby, że czysta krew plemienia zostałaby zbrukana europejską wydzieliną.
Gdyby żyła w świecie Johna Ronalda Reuela Tolkiena - Śródziemiu - rozwaliłaby związek Arweny i Aragorna. Potem stwierdziłaby, że jednak woli Legolasa i wraz z nim wyruszyłaby w Ostatni Rejs.
Gdyby żyła w powieści Oscara Wildea "Portret Doriana Graya", byłaby Sybilą Vane. Nie poniżyłaby się jednak przed Dorianem. Spoliczkowałaby go, a potem starałaby się odwieść go od tych wszystkich głupich zamiarów. Nie dałaby się tak łatwo odtrącić, a już z całą pewnością nie pozwoliłaby aby ukochany tak szybko o niej zapomniał.
Gdyby żyła w Narnii, byłaby Zuzanną. Nie byłaby jednak taką cnotką i z całą pewnością nie pozostawiłaby swojego ukochanego. Zostałaby w Narnii dla Kaspiana i zostałaby jego królową. Nawet jeśli między nimi byłaby tak ogromna różnica wieku.
Gdyby żyła w Hollywood, byłaby sławna. Zostałaby narzeczoną Bena Barnasa i odwiodłaby go od pomysłu ścinania włosów. Paradowałaby wraz z ukochanym po czerwonym dywanie i z całą pewnością byliby najsłodszą parą. Pobiliby nawet Brandelinę.
Gdyby...
Leila, bo tak woli być nazywana, jest córką pani weterynarz na rencie oraz ogrodnika. Tutaj warto wspomnieć, iż jej matka jest rodowitą amerykanką, natomiast ojciec Włochem. Państwo Auditore dodatkowo posiadają małe gospodarstwo. Utrzymują się głównie ze sprzedaży jajek oraz robótek ręcznych Holly Auditore. Fran jest dobrą studentką i sumienną pracownicą. Marzy o miłości, księciu na białym koniu i wielkich namiętnościach. Nie ciągnie jej do wielkiego świata. 
P O W I Ą Z A N I A 
Dramy, romanse, przyjaźnie, nienawiści, wszystko wchodzi w grę :)
Witam i serdecznie zapraszam do wątków i powiązań! :)
W imieniu i nazwisku kryje się link do piosenki
Kontakt GG: 34885344
Mail: czarny.jezdziec69@gmail.com :)
Cytat: F. Dostojewski "Zbrodnia i kara" 

27 komentarzy:

  1. [Witam, witam nową osóbkę! Widzę, że nie tylko ja wracam do blogowania na grupowych po rocznej, w moim przypadku, przerwie :)]

    Jocelyn Maxvell

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Cześć. Życzę weny i dużo wątków! Czekaj na Bena a za niedługo się pojawi i na wątek przyjdzie.:) ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam, życzę udanej zabawy! W razie czego zapraszam do Matta]

    OdpowiedzUsuń
  4. (Będę szczera - niesamowicie irytujący wizerunek! Jednak pomysł na postać... Cudo! Pan Hunt czeka na wąteczek z tą panią.)

    Vaar

    OdpowiedzUsuń
  5. [W zasadzie jedno nie wyklucza drugiego ;) Więc jeśli tylko masz jakiś pomysł na ciekawe powiązanie to jestem jak najbardziej za]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jasne, jeśli Fran rzeczywiście ma brata mniej więcej w wieku Matta to nie ma problemu ;) Można ustalić, że kiedy Shepherd wyjechał na studia do Kopenhagi to ich drogi nieco się rozeszły i np. spotkają się dopiero teraz. Chyba, że wolisz inaczej to też mów od razu! :) Kto zaczyna?]

    OdpowiedzUsuń
  7. Matthew miał dwadzieścia lat, kiedy wyjechał do Kopenhagi na studia. Spędził w Danii aż sześć lat. Nawet na wakacje nie wracał do Rivermont. Zdecydowanie chciał odciąć się od rodziców. Wrócił dopiero dwa lata temu, ale rzadko kiedy pojawiał się na mieście, czy spotykał ze znajomymi. Wymarzona praca miała swoją cenę. Prawdziwą pracę w klinice weterynaryjnej rozpoczął jakiś rok temu. Wcześniej udzielał się tam tylko jako wolontariusz. Uwielbia swoją pracę, bez dwóch zdań. Codziennie otwiera bardzo wcześnie i zamyka bardzo późno. Ludzie śmieją się, że jest cyborgiem. Że tylko pracuje i śpi. W jakimś stopniu oczywiście jest to prawda. Nie pamięta, kiedy ostatni raz miał wolne. Nawet swoje zwierzęta przyprowadza ze sobą do gabinetu, a przerwę na lunch w pracy wykorzystuje, by wyskoczyć na siłownię. Tak wygląda teraz jego życie, a on ciągle sobie obiecuje, że znajdzie jakiś stażystów/techników weterynarii, by mogli mu pomagać. Jak na razie Matt jest odlutkiem. Swoich dawnych znajomych nie widział od lat.
    Właśnie zarzucał torbę na ramię z zamiarem wyskoczenia na siłownię, kiedy nagle do kliniki weszła dziewczyna z klatką. Prawie wpadli na siebie w progu, więc Matt musiał zrobić krok w tył, żeby na nią spojrzeć. I wtedy ją rozpoznał.
    - Fran? Na Anioła, nie widziałem Cię dobre osiem lat!- krzyknął zaskoczony.
    Lustrował ją wzrokiem od stóp do głów. Kiedy widział ją ostatni raz miała zaledwie czternaście lat. A teraz...

    OdpowiedzUsuń
  8. (Myśl, myśl. Ja nie jestem w tym dobra, za to znamy się i wiem że Ty masz głowę pełną pomysłów. ;] Wzamian zacznę. W porządku?)

    Vaar

    OdpowiedzUsuń
  9. (Noope, nooope :D Tu pani od Nate'a i Fierce'a. Pomysł z oprychem spoko, Vaar to lubi, ale wtedy Ty musiałabyś zacząć.)

    Vaar

    OdpowiedzUsuń
  10. (Właśnie ten. xD Co do powiązań to mogą się znać conajwyżej z widzenia... Serduszko Vaara złamała już jedna pani stąd. Złamane kości? Co masz myśli?)

    Vaar

    OdpowiedzUsuń
  11. (Hm, w sumie łamanie serduszek jest dla Vaara typowe. Nie, żeby robił to umyślnie, bo to jednak nie Fierce... Stara się być w porządku. XD No to pisaj. Najlepiej tak nie za długo, to będzie łatwiej pisać i płynnie pójdzie :D)

    Vaar

    OdpowiedzUsuń
  12. (Vaar za dobrze jeździ, żeby komuś złamać nogę, więc sama musiałaby wejść mu pod koła. Poza tym jestem za!)

    Vaar

    OdpowiedzUsuń
  13. (Jest tu od trzech lat, więc dwa lata w tył są okej. Haha, już widzę jego minę. ;D Na szczęście Vaar miał dobry refleks i skończyło się na złamanej nodze... Oczywiście odstawił ją potem do szpitala i w sumie stąd mogą się znać. To co, zaczynasz?)

    Vaar

    OdpowiedzUsuń
  14. [Cześć! Dziękuję i wzajemnie :3]

    Sharlotte

    OdpowiedzUsuń
  15. [Ja mam jakiś silny instynkt macierzyński, czy coś xD ale z dziećmi jest zabawniej xD Będzie mogła być nianią na wieczory :D]
    Ori

    OdpowiedzUsuń
  16. [A Ty myślisz, ze co ja robię nieustannie od roku? xD Nawet już lekarstwa biorę, bo mam tam jakieś problemy hormonalne xD No, może być. Może wpadać do baru, i Ori będzie ją upijać bezalkoholowymi drinkami, i jej doradzać, o!]
    Ori

    OdpowiedzUsuń
  17. [Ja chciałam spróbować z romansem, bo dawno nie pisałam hetero romansów, ale tak czytam kartę Fran i się boję, że go skrzywdzi... :D]

    Stephen

    OdpowiedzUsuń
  18. [Nic nie będzie chciał jej odbierać, spokojnie :)
    Czyli zaczynamy od momentu, jak już się spotykają? Może być tak, że z jego strony to tylko seks, bo boi się związków czy coś takiego, bo stracił żonę i tak dalej no i jeszcze nie chce, aby w życiu Jasmine pojawiła się jakaś kobieta wiesz... :D]

    Stephen

    OdpowiedzUsuń
  19. [To może tak: poznali się gdzieś tam i wywiązała się rozmowa. Okazało się, że się całkiem nieźle dogadują nie tylko przy kawie, ale też i w łóżku. Stephen nie chce ujawniać ich "związku", ale też nie chce stracić tej relacji. Co Fran będzie chciała z tym zrobić, to pozostawiam Tobie :)]

    Stephen

    OdpowiedzUsuń
  20. [Brzmi super :D Tak, tak, możemy od tego zacząć :D Jeśli ja mam zacząć, to pewnie jutro (chociaż kto wie, kto wie)... A jak Ty, to się nie krępuj xd]

    Stephen

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak to śpiewali Happysad „Miało być sto lat, sto lat”. Wszystko było dobrze i w porządku, ale wtedy zdarzył się ten wypadek, który przekreślił te „sto lat” na zawsze. Jego żona zginęła na miejscu, a córeczka wyszła z tego bez szwanku. Tylko bliznę będzie miała do końca życia, ledwo widoczną. Jasmine to sobie tłumaczyła w ten sposób, że dzięki temu jej mama zawsze będzie przy niej, zawsze będzie wiedziała, że jest obok.
    Dzisiaj pracował w kancelarii adwokackiej, którą sam otworzył i sam prowadził. Ma spokój, nikt mu głowy nie suszy (nawet płaci regularnie rachunki i tak dalej), po pracy spędza praktycznie cały czas z Jasmine. Nie ma czasu na spotkania towarzyskie, toteż nadal był zdziwiony, że wdał się w romans ze studentką. Cóż, przynajmniej była pełnoletnia i nie będzie miał problemów, kiedy ktoś się o tym dowie. A na pewno ktoś się dowie, to małe miasteczko, wszyscy się znają, każdy się rozpoznaje. Ale na razie nie zamierzał się tym bardzo przejmować. Dogadywał się z Francescą, znaleźli wspólne tematy. Może to właśnie to zrozumienie doprowadziło ich do łóżka. Stephen poczuł, że ma w kimś oparcie, komuś może się zwierzać. W końcu ktoś, z kim mógł się podzielić tym, co miał w głowie. Jednakże pomimo tego, nie mówił jej wszystkiego. Nie powiedział jej o tych najczarniejszych obawach i myślach. Jeszcze nie pora, to jeszcze nie ten czas.
    Z zamyślenia wyrwały go te nagłe czułości. O mało zawału nie dostał. Fran miała rację, tak łatwo można go zajść od tyłu i zabić…
    - No cześć – odwrócił się do niej przodem i pocałował w usta. Tęsknił za tym cały dzień. Niewiele czasu mieli dla siebie, podczas kiedy oboje pracowali, a kiedy tego nie robili, to ona studiowała, uczyła się, a on spędzał czas z córką. Wszystkie wolne chwile chciał wypełniać nią. – Tajemniczo wyglądasz w tym kapturze – zdjął jej go jednak z głowy, bo wolał ją w rozpuszczonych włosach. Lubił je przeczesywać palcami, a czasami nawet pleść warkocze. Tak, potrafił to robić. W końcu jego córeczka była posiadaczką długich włosów i co rano prosiła biednego tatusia o wymyślną fryzurę. Stephen oczywiście się starał jak tylko mógł, a potem Jasmine miała na głowie coś bardzo wyjątkowego.
    - Co dziś robiłaś? – zapytał, sadzając ją na swoim biurku. – Wyglądasz na zmęczoną. Kogo mam pozwać? – uśmiechnął się lekko, kciukiem głaszcząc jej dłoń.

    Stephen

    OdpowiedzUsuń
  22. Odkąd Matt wyjechał na studia, jego kontakt z rodziną Auditore stopniowo się urywał. Na samym początku kontaktował się jeszcze z Noelem. Czasem nawet rozmawiał z jego młodszą siostrą, zadurzoną w Matthew po uszy. Potem jednak Matt zaczął mieć naprawdę wiele obowiązków na głowie, a Noel poszedł do wojska. Nie rozmawiając ze swoim przyjacielem, tym bardziej nie rozmawiał z Francescą.
    - Mnie też miło Cię widzieć Fran- mruknął nieco urażony.
    Jednak szybko się opamiętał. W końcu zwierzęta potrzebowały jego pomocy!
    - Ja jestem weterynarzem- rzucił swoją torbę na podłogę i w pośpiechu otworzył drzwi od gabinetu.- Spokojnie. Powiedz o co chodzi- odebrał od niej transporter i wyjął z niego jedną fretkę.

    OdpowiedzUsuń
  23. [ Dziękuję. Twoja pani również śliczna. Niestety, u mnie z pomysłami krucho. Zdecydowanie wolę zaczynać. ]

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  24. Uśmiechnął się do niej. A podobno praca w księgarni nie była taka wymagająca. Widocznie o ile ktoś nie miał problemów z noszeniem pudeł wypełnionych grubymi, ciężkimi książkami, to owszem, dla takich ta praca byłaby w porządku.
    - Dobrze, jutro z samego rana napiszę im pozew i im wyślę – pocałował ją w usta, językiem lekko rozchylając jej wargi. Jedną ręką oparł się o blat biurka, a drugą objął ją w pasie. – U mnie w porządku, żadnych morderstw i seryjnych zabójców, tylko dzieciaki, które kradły batoniki w sklepie – westchnął. Dzień, jak co dzień. Co prawda w Nowym Jorku codziennie trafiały się najciekawsze sprawy, ale tęsknił za nimi tylko czasami. Może gdyby nie Jasmine, to właśnie tam zatopiłby się w pracy, zapominając o czymś takim jak życie prywatne i towarzyskie, nie wspominając o tym sercowym. Tymczasem mieszkał w tym spokojnym miasteczku, które było idealne do wychowywania czteroletniej córeczki. Jej się tu podobało, on tez nie narzekał. W dodatku poznał Fran. Czego więcej chcieć? Ach, znalazłoby się kilka rzeczy, ale nie miał zamiaru narzekać na to, co ma teraz. – Mam trochę czasu jeszcze – stwierdził, spoglądając na zegar, który stał na regale. Swoją drogą, miał tu bardzo elegancko i nowocześnie, czyli tak, jaki on sam był.
    Położył dłoń na jej kolanie, przesuwając ją nieco wyżej. Właściwie nigdy jakoś bardzo nie zastanawiał się nad relacjami, jakie ich łączą. Wiedział jednak, że to coś więcej niż tylko seks. Co prawda podczas ich spotkań zawsze do czegoś dochodziło, ale potrafili też ze sobą rozmawiać. Osiem lat różnicy między nimi to nie dużo, ale bagaże doświadczeń trochę się od siebie różniły. Widocznie nie jakoś mocno, skoro nadal tu byli i całowali się. W jego kancelarii, gdzie każdy mógł wejść i ich zobaczyć. To nie była jakaś super tajemnica, ale nie chciał, żeby Jasmine poczuła się zdezorientowana w związku z tym.
    Wtedy właśnie usłyszał jej głos. Cholera jasna, czyżby Beth – opiekunka – przyprowadziła ją do taty? Cholera jasna!
    Odskoczył od Fran i poprawił krawat. „Wybacz”, wymamrotał w jej stronę i westchnął. Chciał te kilka wolnych chwil spędzić z nią, ale niestety, nie było im dzisiaj dane.
    - Cześć, Jas – uśmiechnął się do córeczki ciepło.
    - Tatuś! – dziewczynka podbiegła do mężczyzny i objęła go mocno za szyję. Stephen wziął ja na ręce i spojrzał na opiekunkę. – Beth powiedziała, że pójdziemy dzisiaj na lody. Ja i ty! O, a kto to? – spojrzała na Fran, kiedy dostrzegła jej sylwetkę w gabinecie ojca.
    Cholera, pomyślał po raz kolejny Stephen.
    - Ma sprawę dla mnie, kochanie – wyjaśnił jej spokojnie i uśmiechnął się.
    - A pani pójdzie z nami na lody?

    [Owszem, nie mogłam się powstrzymać :D]

    Stephen

    OdpowiedzUsuń
  25. Dobrze, że czterolatka nie miała bogatej wyobraźni na temat relacji damsko-męskich. Natomiast starsza pani opiekunka miała, ale nic nie powiedziała. Może to i lepiej… a może nie chciała nic mówić przy dziecku. Zresztą, to nie jej sprawa, prawda? Nigdy nie miała okazji poznać żony Stephena, więc nie musiała nic mówić. Nie mogła. Po prostu. W końcu to jego życia i on robi, co chce.
    - Jasmin? – Stephen spojrzał na córeczkę z lekkim uśmiechem.
    - Dzień dobry! – przywitała się od razu. – Ja mam na imię Jasmine – uśmiechnęła się szeroko i podała jej dłoń, kiedy tylko tata postawił ją z powrotem na ziemi.
    Dziewczynka przyglądała się Fran z zainteresowaniem. No rzadko widywała kobiety w jej wieku. W przedszkolu były dziewczynki w jej wieku i starsze wychowawczynie.
    - Ale pani jest ładna! Jak księżniczka Disneya!
    Stephen zwrócił się w tym czasie do opiekunki. Podziękował jej za kolejny dzień pracy, a potem powiedział, że może już iść do domu, skoro Jasmine jest teraz z nim. Beth pożegnała się z Hudsonem i jego córeczką, a potem wyszła z kancelarii.
    Mężczyzna podszedł do swojego biurka, przy okazji zapinając guziczek od koszuli. Cholera jasna, dobrze, że Jasmine miała tylko cztery lata i nie zadawała trudnych pytań ani nie robiła scen niczym wredna nastolatka. Stephen przysiągł sobie, że swoją córkę wychowa inaczej i potem nie będzie robiła mu awantur o najdrobniejsze rzeczy. Nienawidził oglądać seriali i filmów z takimi dziewczynami. Najchętniej od razu by takie pozwał za obrazę rodziców. No, trzeba by było wybudować nowe więzienia, ale hej, przynajmniej zapewniłby pracę innym ludziom. Same korzyści.
    - Tato, idziemy na gofry? Z bitą śmietaną! I owocami! – dodała szybko dziewczynka i podeszła do taty, który pakował potrzebne dokumenty do teczek.
    - Dobrze, dobrze, niech będą gofry. A obiad jadłaś z Beth? – zapytał, biorąc klucze do jedej ręki, a drugą złapał dłoń córeczki.
    - Tak – pokiwała głową. – Makaron z sosem serowym. Francesca, lubisz makaron z sosem serowym? – spojrzała na dziewczynę, wpatrując się w nią niewinnym wzrokiem dziecka.
    Stephen uśmiechnął się. Zamknął kancelarię, sprawdzając, czy wszystko gra, a potem całą trójką skierowali się w stronę najlepszej kawiarni w mieście. Dobrze, że on skoczył na przerwie po jakiś obiad. No tak, tak, przestrzegał jedzenia ciepłego posiłku. Musiał dawać córce przykład, prawda?

    Stephen

    OdpowiedzUsuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  27. Warsztat był nieczynny od 22, jednak Vaar wychodził z niego zwykle koło północy, jako, że miał zwyczaj przysiadać nad papierami po pracy przy wozach. Tak było i tym razem. Zamknął zakład parę minut po dwunastej, obrzucił plac pobieżnym spojrzeniem i uśmiechając się krótko pod nosem zeskoczył ze stopnia, by zaraz wcisnąć kciuki w kieszenie starych, zdewastowanych jeansów i ruszyć w drogę powrotną do domu. Nie wiedział jednak, czy może nazwać w ten sposób cztery ściany, w których mimo upływu lat wciąż czuł się... obco.

    Skrót, którym przechadzał się niemal codziennie prowadził przez licho oświetlone obrzeża mieściny, jednak jemu to nieprzyjazne otoczenie nie robiło żadnej różnicy, nie budziło lęku. Był polującym, nie zwierzyną. Spacer zwykle trwał jakieś pół godziny. Na takie trasy nawet nie opłacało się wyciągać Mustanga z garażu, jak się okazuje skorzystał na tym nie tylko bak, ale także nieszczęsna, która wołała o pomoc. Nie mogąc, a nawet nie potrafiąc przejść obok tego obojętnie, asekuracyjnie wsunął całą łapę w kieszeń, by w razie potrzeby móc szybko chwycić za scyzoryk. Miał jednak nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby. Skończył z tym. A przynajmniej jemu się wydawało, że można z tym skończyć, uciec przed tym.
    - Nie wydaje mi się, żeby ta pani chciała się z Wami dzielić przychodem, chłopaki. - za plecami zbira zadudnił pewny, barytonowy głos. Ostrze zalśniło w mroku, razem ze słowami zbliżając się ku krtani obmacującego dziewczynę napastnika. Idioci byli na tyle amatorami, że nawet nie zauważyli, kiedy Vaar się do nich zbliżył. Zakradł. Wszystko jedno. Zacieśnił splot ramienia, naprężając niebezpiecznie biceps, natomiast wolna ręka pochwyciła nadgarstek mężczyzny i silnym szarpnięciem zaciągnęła go w tył. Nacisnął na krtań z cichym, acz miażdżącym "Do tyłu", po czym cofnął się od Włoszki trzymając zbira w żelaznym, zdecydowanym uścisku. Poharatany pysk Vaara nawet w tak mdłym świetle latarnii robił wrażenie, może nawet nie do końca pozytywne. Oprych, próbując desperacko się ratować, złapał za umięśnione przedramię Jonathana, jednak w niczym mu to nie pomogło, bo blondyn był zbyt potężnym mężczyzną, aby tak po prostu się mu wymknąć. Jeśli już Cię złapał, nie było opcji, by mu się wyrwać.
    Pociemniałe, zwierzęce spojrzenie padło na drugiego złodzieja, który na chwilę oniemał, zdezorientowany takim obrotem spraw.
    - Odejdź od dziewczyny, bo poderżnę mu gardło. - mruknął nisko, tym razem z zabójczym spokojem, silniej napierając ostrzem na grdykę zakładnika. Trzymał nożyk pod kątem, dlatego jeszcze nie polała się krew. Facet ciężko spuścił powietrze z płuc i puścił torebkę. To miał być tylko szybki rabunek. Nikt nie miał ucierpieć. Cofnął się więc posłusznie, unosząc ręce na wysokość klatki piersiowej. Vaar widząc to, w ułamku sekundy oswobodził dotychczas trzymanego łotra. Nie czekał jednak aż tamten zrozumie co się właśnie stało, po prostu pchnął go w stronę kumpla tak, że zatoczył się do przodu, niemal na niego wpadając. Sam wyszedł o krok w przód, równając się z Francescą, aby mieć pewność, że żaden z nich nie spróbuje wyciągnąć po nią lepkiej łapy.
    - A teraz wypierdalać, zanim się rozmyślę i postanowię wydłubać Wam oczy. - to mówiąc, nieznacznie uniósł rękę z nożem, w gotowości do obrony lub też ataku.

    Vaar

    OdpowiedzUsuń