Jonathan Hunt
Czym jest prędkość? Oddechem.
Wibruje w moich żyłach. Wypełnia mnie całego, parując przez skórę. Załamuje
przestrzeń na granicy przepuszczalności danych. Zbiera bezwartościowe emocje i
nadaje im właściwą formę. W tym szaleństwie zarzyna obawę i wikła w
podniecający romans ze śmiercią. Na ostrzu noża budzi łaknienie
niebezpieczeństwa. Całując skroń cicho szepcze: Prędzej… Składa obietnicę zwycięstwa. Zakorzenia się głęboko, truje
adrenaliną. Rości sobie nieśmiertelne prawo władania Tobą. Podążasz więc za jej
słodkim rozkazem nie znając lęku. Uzależnia. Łamie ograniczenia. Podstępnie
zabija.
Tylko prędkość może
mnie zabić.
| mężczyzna | 34 lata
| właściciel warsztatu samochodowego |
Mówią, że przyjechał tu ze Stanów. Lub z Australii. Ponoć
jest wdowcem, ale bywał też wolnym strzelcem. Ponoć miał zatargi z mafią, a
potem rozwalił ją od środka. Ponoć startował w wyścigach i wygrywał. Ponoć
jeździ czarnym mustangiem, katując silnik po nocach. Ponoć służył w wojsku, ale
wykopali go na zbity ryj za podpalenie generała. Ponoć trenował w boks i ma
stal w łapach. Ponoć lubuje w whiskey i kobietach. Ponoć zaatakował go
niedźwiedź… Lub wariat z kosą. Ponoć ma swoje demony. Ponoć dźwiga pęk
tajemnic. Ponoć ma krew na rękach… sporo krwi.
Ale kto by im wierzył?
| zielone oczy |
blondyn | 1,93 m | 87 kg |
Pocięty pysk. To pierwsze, co rzuci Ci się w oczy. Gładkie,
jasne blizny wyżłobione w skórze. Drobne i głębokie. Na nosie, szczęce, kości
policzkowej i skroniach. Pod ubraniem. Różnej maści. Absolutnie wszędzie. Są
stare, a on o nich nie mówi. Kilkudniowy zarost. Muskularne ciało. Drapieżny
uśmiech. Płonące spojrzenie. Gorąca skóra smagana wiatrem. Ciężka aura. Zwierzęcy
urok. Z pozoru uprzejmy, poukładany facet.
Tacy są najgorsi.
CIEKAWOSTKI
| POWIĄZANIA | ALBUM




[Ale on świetny! Podglądałam, ale on świetnie ci wyszedł. Cała KP fajna, życzę powodzenia z wątkami i oczywiście zapraszam do siebie, nawet mam pomysł na wątek;)]
OdpowiedzUsuń[No. Ja to chyba Ci nie muszę mówić, że czekam na wątek, nie? c:]
OdpowiedzUsuńCheryll Langdon.
[ Myślałam nad tym by mój Freddie zawsze patrzył na twojego pana z taką dumą, zazdrościłby i chciałby być jak Vaar xD Troszkę słabo, ale może uda nam się to fajnie nakręcić ;) ]
OdpowiedzUsuńFred
[Witam kolejnego pana! Miłej zabawy życzę i w wolnej chwili do siebie zapraszam :)]
OdpowiedzUsuńJocelyn Maxvell
[Spoko, a zatem kto ma zacząć?:)]
OdpowiedzUsuń[Witam i życzę mnóstwo weny oraz udanej zabawy na blogu!]
OdpowiedzUsuń[Huh. Miałam w planach spotkać ich trochępóźniej.. Ale zawsze mogą się spotkać i przez chwilę nie poznać. Tylko że nie mam chwilowo pomysłu na to. W sumie zaraz jadę, więc i tak nawet bym nie odpisała dzisiaj. Proponuję zacząć coś w poniedziałek, do poniedziałku coś wymyślimy.]
OdpowiedzUsuńCheryll Langdon.
[Kurczę, na nic kreatywnego nie wpadłam. Może jakiś bar na mieście, czy pizzeria, gdzie mogliby się na siebie natknąć?]
OdpowiedzUsuńJocelyn Maxvell
Ja wiem, ale nikt poza nią mi nie pasował xd a widząc to zdjęcie to miałam przed oczami całą jej postać :)
OdpowiedzUsuńco do wątku to jestem na tak- masz jakieś pomysły? Czy wolisz abym to ja Myślała?
Francesca
Znamy się mówisz? Czy to ty miałaś Xaviera na Chicago, który uczył moja Susie grać w kosza? :D
OdpowiedzUsuńWidząc mordkę Deana widzę odcinek z Charlie kiedy grali właśnie w LARPA. Można coś z tym xD
Albo... w sumie 12 lat jest różnicy między nimi. On mógłby ją uratować przed jakimś oprychem może... sama nie wiem :(
Fran
Ty.... ten Fierce, który miał być w pokoju Susie mojej? Moja pamięć mi szwankuje xd a jeśli to ten to wiec ze mam małego focha, o!
OdpowiedzUsuńDooobra, zacznę . Ale ten... oni się wcześniej juz znali? Nie wiem... złamane serca, kości? Xd
Fran
A to mam na Ciebie wielkiego focha. Albo takiego małego... Xd
OdpowiedzUsuńBardziej ze to on złamał jej serducho xd takie głupie, naiwne stworzonko to jest.
A złamane kości - Vaar potrącił kiedyś Fran i złamał jej nogę xd
Fran
A to mam na Ciebie wielkiego focha. Albo takiego małego... Xd
OdpowiedzUsuńBardziej ze to on złamał jej serducho xd takie głupie, naiwne stworzonko to jest.
A złamane kości - Vaar potrącił kiedyś Fran i złamał jej nogę xd
Fran
W sumie szkoda. Taki typek jak Fierce przydałby się w życiu Fran xd
OdpowiedzUsuńW sumie... może niech złamał jej tylko tę nogę, a teraz ją uratuje xd
Fran
[W sumie to możliwe... Mogłaby mu wjechać pod koła na swoim rowerku jakby wracała z pracy jakieś... dwa lata temu? I teraz on ją ratuje xD Czy kiedy indziej byłten wypadek? ]
OdpowiedzUsuńFran
[No tak, tak xD Szpital i te sprawy. Jakieś tam zadrapania tez się pojawiły, ale złamana noga to jednak najgorsze xD. Skoro już wszystko wiem, to zaaczynam :D ]
OdpowiedzUsuńFran nigdy nie lubiła wracać ciemną nocą. Nienawidziła tego, nawet w tak spokojnym i uroczym miasteczku jak to. Miała jakiś dziwny lęk nad którym w ogóle nie potrafiła zapanować. Szła przed siebie i trzęsła się jak taka galaretka. Zawze miała wrażenie, że ktoś za nią idzie i ktoś ją obserwuje. Nawet jeśli nikogo za nią nie było.
Szła sobie i nerwowo rozglądała się na boki. Nikogo nie było, choć ona mogłaby przysiąc, że słyszała jakiś odgłos. I wcale jej się to nie podobało! Przyśpieszyła nieco kroku, aż w końcu zaczęła biec. Biegła bardzo szybko, na tyle na ile pozwalał jej bieg w tak wysokich butach jakie miała właśnie na stopach. Wbiegła za zakret i... Bam!
- Mam cię, śliczna... - usłyszała tuż nad uchem i podskoczyła ze strach.
- Puść mnie... - szepnęła cicho i spojrzała na wielkiego mężczyznę, który ją właśnie złapał. Ten sobie jednak nic z tego nie zrobił i perfidnie zaczął ją obmacywać!
- Nie chcę ci zrobić krzywdy... Chcę tylko pieniędzy - mruknął cicho, podczas gdy drugi starał się wyrwać torebkę z rąk Francesci.
- Pomocy! - Krzyknęła, czując że dłużej nie da rady wyrywać im swojej torebki.
[Chyba najgorszy początek w moim życiu O.o]
Fran
[Zapraszam na gg :3]
OdpowiedzUsuńSharlotte
[Zdecydowanie wolę, kiedy Jensen ma lekki zarost. Witam pana mechanika, Ori na pewno kiedyś wpadnie do warsztatu, psiocząc na swojego grata, który się ciągle psuje, a jej chłopaki mogą narobić małego rabanu, bo przecież tyyyle samochodów! Zapraszam do siebie, jeśli jest ochota ;)]
OdpowiedzUsuńOriane
[Biorę go nawet, jeśli miałaby być miłość xD Współczuję mu już, planuję zrobić z tych maluchów istne diabełki ;> To jak, stawiamy już na znajomość, co Ty na to ? Ori jest w mieście od roku, więc dziwnie by było, gdyby się poznali dopiero teraz :P Pasuje Ci wątek w warsztacie, czy myślimy nad czymś innym?]
OdpowiedzUsuńOri
-Co jest?-Oriane z widocznym zdziwieniem na twarzy, jak i lekkim przerażeniem przekręciła po raz kolejny kluczyk w stacyjce samochodu. Maszyna wydała kilka dziwnych dźwięków, raz szarpnęła do przodu, po czym stanęła, jakby stawiała opór. Bądź protestowała przed dalszą jazdą. Blondynka spojrzała na swoich dwóch synów, którzy siedzieli (o dziwo) grzecznie w samochodowych fotelikach, i tak samo jak ich matka, mieli zdziwione miny. Jej kilkuletni samochód, który odkupiła jakiś czas temu, do tej pory sprawował się bardzo dobrze. Aż do dzisiaj, jak widać. Cholerna złośliwość rzeczy martwych.
OdpowiedzUsuń-Siedźcie-rzuciła w stronę chłopców, a sama wysiadła z samochodu, na samym środku skrzyżowania, no, prawie że na samym środku. Jakiś miły pan pomógł jej zepchnąć samochód, ba, nawet pod maskę zajrzał, ale jak to stwierdził silnik siadł, choć on mechanikiem nie był. Oriane przeklnęła siarczyście, dmuchając na kosmyk włosów, po czym z widocznym zrezygnowaniem rozejrzała się na boki. Samochód trzeba było oddać do warsztatu, bo był jej bardzo potrzebny. A warsztat znajdował się kilka przecznic od miejsca, w którym stała.
-Pomoże pan? Zapłacę, jeśli zaciągnie mnie pan do mechanika. W bagażniku mam linkę-powiedziała, wskazując za siebie kciukiem. Miły pan, owszem, pomógł. I nawet nie wziął za to złamanego centa.
Jadąc w stronę warsztatu, Liam i Lucas mieli wyśmienite humory. Nie musieli iść do przedszkola, za to mieli wylądować w warsztacie samochodowy, co było dla nich istnym rajem, jak i spełnieniem marzeń. Pracującego tam Jonathana uwielbiali. Ori również mężczyznę lubiła, jednak minę miała niezadowoloną, kiedy w końcu dotarła pod warsztat. Podziękowała swemu wybawcy, odpięła linkę holowniczą, po czym wypuściła synów z samochodu, a sama z niewielką siłą kopnęła zderzak, po czym ruszyła w stronę wejścia do warsztatu.
-Do stare dziadostwo się zepsuło. Na środku skrzyżowania-powiedziała na przywitanie, wzrokiem szukając chłopaków, którzy zapewne już buszowali po zakamarkach samochodowego warsztatu. Albo pogotowia, jak to oni nazywali.
-Jonathan, uratuj mnie. Ja muszę mieć ten samochód, muszę pozałatwiać kilka spraw, i to dość szybko. A tych dwóch małych diabłów muszę też dowozić do przedszkola, bądź opiekunki-palcem wskazała na Lucasa i Liama, którzy walczyli o jakiś śrubokręt. Bądź inny klucz.
-Chłopaki, proszę. Wybijecie sobie oczy, czy coś innego, i będziemy musieli jechać do szpitala-powiedziała z westchnieniem, a chwilę potem usłyszała w odpowiedzi Super, będą robić na nas eksperymenty.Czasami zastanawiała się, czy jej synowie nie oglądają za dużo bajek, bądź jakiś innych filmów nie przeznaczonych dla ich wieku. Oriane usiadła na jakiejś skrzynce, z przybitą miną, rozglądając się po zakładzie. Ostatnia nadzieja w Jonathanie. Musi uratować jej samochód.
Ori
[łee, ona mu może dawną miłość wybijać z głowy. Jeśli chce, oczywiście :D]
-Jesteś moim wybawcą, jak i dłużnikiem. Masz darmowe drinki do końca życia u mnie w barze-Oriane zaśmiała się, jak i odetchnęła z ulgą, słysząc ze jej samochód będzie szybko naprawiony. Naprawdę, bez samochodu nie umiała sobie poradzić. Był jej cholernie potrzebny, a ten jeden dzień jakoś mogła bez niego w spokoju przeżyć. Podzwoni do kilku hurtowni, odwoła spotkania, przekładając je na inne terminy. Alkoholu powinno jeszcze starczyć. Blondynka odgarnęła niesforny kosmyk włosów, po czym zwróciła swoje ciemne oczy w stronę mężczyzny. Przyglądała się z uwagą, jak kroczy w stronę jej chłopców, tłumaczy im dokładnie czego mają nie robić, a potem, jak gdyby nigdy nic łapie ich w ramiona, i bez najmniejszego problemu podnosi do góry, a oni nie sprzeciwiają się ani jednym słowem, że zabronione zostało im bawienie się śrubokrętem. Naprawdę, była pod wielkim podziwem, bo ona sama chwilami nie potrafiła ich zagonić do kąpania, umycia zębów, czy spania. Wówczas wywiązywała się między tą trójką jakby wojna - ona przeciwko synom. Czasami wygrywała Ori, czasami chłopcy, a ona musiała pogodzić się z poniesioną klęską. Teraz więc jak zaczarowana przyglądała się uśmiechniętym trzem twarzom.
OdpowiedzUsuń-Co, jak to, pożyczysz mi swój samochód?-zapytała zdziwiona, patrząc prosto w oczy Jonathana.Jak mogłaby zgodzić się na taki układ? Spokojnie mogła wytrzymać bez samochodu. Nie, nie mogła się zgodzić na taki układ. Dlatego też pokręciła głową na boki, podnosząc się ze swojego siedzenia.
-Nie, nie mogę zgodzić się na takie coś. To Twój samochód, Jonathan, również go potrzebujesz. Ja przeżyję ten jeden dzień bez samochodu. Odpocznę-stwierdziła, wzruszając przy tym ramionami.
-Mogę zgodzić się na to, abyś podwiózł chłopaków i mnie do przedszkola, a potem sobie poradzę-dodała po chwili. Zmarszczyła brwi, unosząc rękę w górę, by móc dotknąć twarzy mężczyzny. Delikatnie dotknęła miejsca, gdzie widniał siniec.
-Coś Ty znowu zrobił?-zapytała, spoglądając mu prosto w oczy. Może i Hunt był wielkim człowiekiem, i większość osób umykało na bok, kiedy widziała go na swojej drodze, ale po co od razu się wdawać w jakieś bójki ?
-Ty mi tu nie uśmiechaj się słodko, tylko mów, co się stało-ponagliła, próbując nie zwracać uwagi na ten jego uśmiech.
Ori