czwartek, 21 maja 2015

Nie wszystko złote co się świeci.

http://40.media.tumblr.com/ab659f0d2f5d9e0146c9fcbba009ba1c/tumblr_mt0p745QWb1ssh79no1_1280.jpg
 
 FRED HATHORNE
                      "FREDDIE" 
|| zmarły chomik, najprawdopodobniej z przejedzenia || uśmiech, którym ukrywa nie które emocje || brak uczuć, co nieudolnie próbowała wpoić mu rodzina || 1, 75 wzrostu || uczeń w pobliskim liceum || znienawidzone imię || 16 lat || ministrant, bo rodzice wybrali za niego || czarna owca w rodzinie || znienawidzona rodzina || brat - rodzinny baran || rozpieszczony gówniarz || zbyt duża pewność siebie || zwykle można go znaleźć w parku, gdzie spaceruje rozmawiając z za każdym razem z inną dziewczyną || duży problem || aparat na zębach || nigdy nie graj z nim w wyzwania || często odbierany przez rodziców w stanie nie trzeźwości || znienawidzone walentynki || sarkazm || specyficzny i głośny śmiech || fajka zawsze w zanadrzu by pokazać rodzicom, że ma ich zasady kompletnie gdzieś || gangsta || strata miłości zawsze boli || pasja || klaustrofobia || etnomofobia || bójki po szkole z kolegami to jego całe życie || tendencja do kupowania wszystkiego co wpadnie mu w oko || kiedyś przefarbował się na zielono, różowo i fioletowo, to nie były jego najlepsze wspomnienia || potrafi zrobić szpagat, bo rodzice zmuszali go do chodzenia na balet, lepiej tego przy nim nie wspominaj || źle się uczy z każdego przedmiotu, przydałyby się mu korepetycje, ale nikomu się nie przyzna || kiedyś nosił okulary  || dość mocno spokrewniony z rodziną królewską, ale ukrywają się z tym faktem jak mogą || 

KOLIGACJE               POWIĄZANIA  


Freddie szuka wielkiej miłości. Nie skreślajcie go, bo się urodził później xD On lubi wątki z nauczycielami. Dajcie mi wątków! :) Nie gryziemy (chyba).

11 komentarzy:

  1. [My, my chcemy wątek, jak tylko wstawimy kartę!]

    Jocelyn Maxvell

    OdpowiedzUsuń
  2. [Co powiesz na przypadkowe spotkanie przy kościele? Nie ma to jak nowa znajomość w niedzielny poranek! Myślę, że moja Joce mogłaby polubić ministrancika!]

    Jocelyn Maxvell

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczęła swój dzień w sobotni wieczór, gdy to w pośpiechu szykowała się do pracy. Noc jak zwykle była męcząca i musiała wykazać się gibkością, wyginając przy metalowej rurze w Red Windows. Nie była dumna z zawodu, jaki wykonywała. Zawsze chciała zostać panią psycholog, jednakże los przyszykował dla niej coś innego. W duchu dziękowała, teraz znienawidzonej, matce za lekcje tańca, które jej zafundowała. Nigdy nie pomyślała, że swoje umiejętności wykorzysta w taki sposób, jak striptiz i taniec erotyczny. Z uśmiechem jednak myślała o tym, że rodzice mogliby ją zobaczyć w nocnym wydaniu. Przyjemnością dla niej było wyobrażanie sobie ich min, gdy patrzą jak ich poukładana i wychuchana córeczka wije się przy metalowym pręcie przed napalonymi facetami. Nigdy jednak nie sprzedała swojego ciała i nie miała zamiaru tego zrobić. Nie była prostytutką tylko tancerką, ujmując to w ładne słówka.
    Pracę skończyła około czwartej nad ranem, jednak nie wróciła od razu do swojego mieszkania. Mieszkała w małej, aczkolwiek przytulnej, kawalerce. Miała sypialnię, salon połączony z kuchnią, która oddzielona była wysepką i łazienkę. Nie byłoby na co narzekać, gdyby nie to, że mieszkanie obok zajmował alkoholik, który co wieczór wydzierał się na swoją wychudzoną żonę.
    Jocelyn po pracy zatrzymała się w parku. Usiadła na ławce, co prawda nieco zmarzła, i myślała o tym jak zmieniło się jej życie. Dość często wpadała w nostalgię i zastanawiała się nad tym co by było gdyby. Gdyby nie uciekła, nie zmieniła swojego życia i nie zerwała, przynajmniej częściowo, kontaktu z rodzicami. Nie obejrzała się, a minęło kilka godzin. Odrętwiała wstała z ławki i stwierdziła, że czas najwyższy udać się do mieszkania i odpocząć. Wieczorem znów miała udać się do Red Windows i zacząć się wywijać. Była w Rivermont od niedawna i nie znała wielu osób, chyba nikt z jej sąsiadów nie wiedział, czym krótkowłosa brunetka się zajmowała.
    W drodze powrotnej mijała kościół, zatrzymał ją usłyszany dźwięk organów. Nie pamiętała, kiedy ostatnio uczestniczyła w mszy świętej. Sama nie wiedziała czemu, ale skierowała się do wejścia świątyni i przystała na końcu, przy rzędzie ławek. Bacznie obserwowała wnętrze budowli, nigdy nie była w środku. Nie czuła potrzeby pojednania się z Bogiem, jak to mawiała jej matka.
    Nawet teraz, gdy już weszła do tego kościoła, trafiła na koniec mszy. Pastor i ministranci właśnie schodzili z ołtarza. Zwróciła uwagę na jednego z pomagierów duchownego, który miał minę, jakby wbito mu nóż w plecy. Ludzie zaczęli wychodzić, a ona została sama i usiadła w ostatniej ławce. Przekrzywiła głowę w bok i patrzyła się na pusty ołtarz. Dopiero po chwili z pomieszczenia bocznego wyszedł jeden z ministrantów, ten, któremu się wcześniej przyglądała.
    – Nie wyglądałeś na zachwyconego – powiedziała cicho, nadal patrząc się przed siebie – czyżbyś nie lubił służyć Bogu? – Przeniosła wzrok na chłopaka i uniosła brew.

    Jocelyn Maxvell
    [Się zapytam. Wolisz wątki krótsze i częstsze, czy dłuższe i rzadsze?]

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozumiała chłopaka, przynajmniej w jakiejś części. Przed swoją słynną ucieczką sama musiała tańczyć tak, jak rodzice jej zagrali. Każde słowo sprzeciwu kończyło się ich wielkim niezadowoleniem i tyradami na temat dobrego zachowania. Nienawidziła tego, ale przywykła do paplanin, którymi codziennie była obrzucana. Może straciła pieniądze, statut społeczny i dobre imię rodziny Maxvell, ale czuła się wolna. Nie żyła w złotej klatce, jaką stworzyli dla niej rodzice. Wyrwała się stamtąd i nie żałowała tego. Prawdę mówiąc, niektórzy mogli uznać to za hańbiące, wolała tańczyć jako striptizerka niż być laleczką na pokaz.
    – Doskonale cię rozumiem, młody – powiedziała i wstała.
    On również wstał. Nie mieli po co tam siedzieć. Wyszli z kościoła i ruszyli powolnym krokiem w stronę zabudowań i blokowisk w Rivermont. Przez dłuższy czas milczała, on także. Zerknęła na chłopaka, który szedł obok niej. Kopnęła kamyk leżący na ścieżce.
    – Kiedyś śpiewałam w chórku kościelnym – zaczęła – szczerze tego nienawidziłam. Robiłam wszystko, aby uznali, że mam za słaby głos, ale wiesz – zaśmiała się ponuro – pieniądze robią swoje.
    Chłopak wyglądał na bystrego, ale nie znała go. Piękna okładka, a w środku może się okazać zabójcze. Nie była specem od ludzi, w końcu rzuciła studia na rzecz ucieczki, aczkolwiek znała już trochę ten świat. Przez dwadzieścia lat żyła wśród zakłamanych twarzy i fałszywych uśmiechów.
    Teraz była sama. Nie miała nawet znajomych. Ludzi z domu publicznego nie mogła raczej nazwać przyjaciółmi. Kojarzyła kilka osób, ale tak naprawdę nie chciała mieć nic wspólnego z prostytutkami, a inne dziewczyny, które tańczyły były zajęte swoją robotą. Zresztą jej praca to ostatnie miejsce, w którym chciałaby szukać kompana.
    – Tak w ogóle, jestem Jocelyn – powiedziała, uświadamiając sobie, że nawet się nie przedstawiła. Kiedyś, gdyby jej rodzice to zauważyli, zostałaby ukarana lub przynajmniej upomniana. Nie mogła zapominać o podstawowych rzeczach. Życie samemu miało jednak pewne zalety, ale samotność wychodziła jej już bokiem.

    Jocelyn Maxvell

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witam, witam. No rzeczywiście różnica wieku jest dość... widoczna :D Więc chęć na wątek oczywiście jest, ale nieco gorzej z pomysłem...]

    OdpowiedzUsuń
  6. (Dziękuję. ;) Lojalnie uprzedzam, że kiepsko mi idą wątki facet-facet, ale i tak chętnie spróbuję! Słucham, jaki to mógłby być wąteczek?)

    Vaar

    OdpowiedzUsuń
  7. (Vaar ma naprawdę ciężką pięść i płomienny temperament. Raczej nie zaprząta sobie głowy "rozpieszczonymi gówniarzami" i może być względem niego okropnie szorstki, ale myślę, że poukładałby mu pod deklem to i owo. Nie zawsze słowem. Co Ty na to? :D)

    Vaar

    OdpowiedzUsuń
  8. [A może coś w stylu, że Fred często bywał u niego z chomikiem, ostatnio przestał i jakoś tam przez przypadek się spotkają i rozmowa zacznie się właśnie jakoś od wątku z tym chomikiem? Nie wiem... wątki facet-facet zawsze wydawały mi się najtrudniejsze haha]

    OdpowiedzUsuń
  9. (Byłabym wdzięczna za początek... zawsze mnie przy tym szlag trafia.)

    Vaar

    OdpowiedzUsuń
  10. – Nazywam się Fred, ale raczej wolę jak mówią po prosu Freddie – wydukał chłopak. Zaśmiała się, widząc jego zaskoczoną minę. Wyglądał tak, jakby nikt nigdy wcześniej mu się nie przedstawiał. Musiała przyznać, że to było dość urocze. Wiadomo, że nigdy mu tego nie powie. Jeszcze by się obraził, czy coś. Miły z niego dzieciak – pomyślała. Dawno nie rozmawiała z kimś normalnym, kimś kto nie jest zamieszany w ten cały burdel. Miała nieodparte wrażenie, że chłopak kojarzy skąd wraca. Doceniała to, że nie pyta się o to, co robiła. Tak jak wcześniej wspominała — zapewne każdy, kto widzi jak stamtąd wraca pomyślał, że była prostytutką. A nie była i nigdy nie będzie.
    – Moje imię jest nieco odpychające nie? Rodzice chyba chcieli mnie oszpecić dlatego dostałem od nich to szpetne imię – dodał po chwili. Zaśmiała się w duchu. Ach, ci rodzice. Zawsze wszystko dla dobra dziecka. Jej nie chodziło o imię. Właściwie Jocelyn bardzo jej się podobało. Jednak nie mogła zapomnieć o tym, że jej opiekunowie próbowali z niej zrobić marionetką, panienkę na wystawkę, dobrą, młodą pannę z bogatego domu. Po jej trupie!
    – Jeśli mam być szczera – zaczęła powoli, patrząc na niego – podoba mi się twoje imię. Uwielbiałam Freda z bajki Scooby Doo. Można powiedzieć, że jako mała dziewczynka widziałam w nim ideał mężczyzny, zbyt mało romantyczny, ale co tam – wyznała. –A na poważnie Freddie, imię jak imię. Zależy od gustu. – Znów wpatrywała się przed siebie. Powoli weszli między obskurne blokowiska, właśnie w takiej dzielnicy mieszkała. Nie miała pojęcia, czy chłopak też mieszka w tej okolicy, czy po prostu idzie za nią. Obstawiała to drugie.

    Jocelyn Maxvell

    OdpowiedzUsuń
  11. [Czekam, czekam. Mam nawet już pewien pomysł :> ]
    Francesca

    OdpowiedzUsuń