28 lat | Weterynarz z powołania | Całe życie w Rivermont | Wspaniały syn rodziców, których nienawidzi | Studiował weterynarię w Kopenhadze | Mieszanka wybuchowa | Jak kot, chodzi swoimi ścieżkami
Siódma rano. Pierwszy raz w wymarzonej pracy już jako p r a w d z i w y weterynarz. Energia rozpiera jak nigdy. To będzie cudowny dzień. Właśnie robiłem obchód pomieszczenia dla rekonwalescentów, gdy usłyszałem dzwoneczek, sygnalizujący o przybyciu nowego pacjenta. Cudem uniknąłem przewrócenia się o próg, biegnąc w stronę poczekalni. I nagle stanąłem jak wryty. Widok małżeństwa z młodą córką, trzymającą na rękach starego, schorowanego jamnika, sprawił, że cały entuzjazm natychmiast się ulotnił. To nie będzie cudowny dzień. Mężczyzna zaciskał szczękę i wymownie zerkał w sufit. Kobieta szlochała cicho. Dziewczyna zachowywała spokój i to ona pierwsza się odezwała.
- Ma osiemnaście lat. Rodzice kupili go, gdy miałam dwa lata. Nie znam życia bez niego, więc od dłuższego czasu robiliśmy wszystko, by go przy nas zatrzymać. Wczoraj rozbił sobie głowę i rozciął ucho o kant ściany, a dziś w nocy strasznie piszczał. Rano popatrzył mi w oczy swoim zamglonym spojrzeniem i już wiedziałam co trzeba zrobić. On podjął decyzję za nas...
Przełknąłem ślinę i zaprosiłem ich do gabinetu. Zamurowało mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć, a przecież decydując się na ten zawód, wiedziałem, że i to należeć będzie do moich obowiązków. Zbadałem psa i przejrzałem jego dokumentację. Ślepy, głuchy, po dwóch wylewach, nowotwór, sterydy, chora wątroba.
- Może da się jeszcze coś zrobić?- wyjąkała matka.
Tabletki przeciwbólowe, nasenne, kroplówki, pomyślałem, ale... Pokręciłem głową.
- Nie ma sensu...
Kobieta zaszlochała głośniej, a dwudziestolatka pokiwała głową.
- Tak trzeba, mamo. Nie męczmy go dłużej.
Wszystko wyjaśniłem rodzinie, a później wyszedłem, by się przygotować i dać im chwilę czasu na prawdziwe pożegnanie. Kiedy przekazywałem rodzinie specjalny karton z ciałem psa, zdałem sobie sprawę, że targają mną tak sprzeczne emocje, że muszę spocząć i zebrać się do kupy. Po pierwsze byłem pełen podziwu dla dziewczyny, która właśnie straciła swojego najlepszego przyjaciela. Chciałbym mieć w życiu tyle siły i odwagi, co ona. Po drugie byłem zły, smutny i zawiedziony jednocześnie. Dlaczego akurat dzisiaj? Dlaczego pierwszy pacjent? Nie tak powinien wyglądać ten dzień. Powinienem uzdrawiać zwierzęta, a nie je usypiać. I to właśnie wtedy poczułem na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Kiedy podniosłem wzrok, zobaczyłem zielone, zapłakane oczy dwudziestolatki.
- Dziękuję, Panie Shepherd. Skrócił mu Pan cierpienia.
Wyszła, a ja zrozumiałem, że właśnie o to chodzi w mojej pracy. O skracanie cierpienia. W każdej postaci.
POWIĄZANIA | TRIVIA | WSPOMNIENIA

[Fajniuchna postać. c: Może jakiś wątek?]
OdpowiedzUsuńCheryll Langdon.
[Ale on prześliczny! Idan, Damon - mój książę! Szkoda, że jestem facetem i to młodym facetmo, no cóż bywa się mówi, żyję się dalej. Na wątek choć! :D]
OdpowiedzUsuńFred
[Hum. Moja postać ma psa, który już swój wiek w sumie ma, więc wypadałoby, żeby dość regularnie odwiedzały weterynarza. Cheryll może wpaść z Rudą na taką sobie zwykłą, profilaktyczną wizytę.]
OdpowiedzUsuńCheryll Langdon.
[ Obaj kochają zwierzaki więc może coś w tym kierunku, jakieś sama nie wiem, może mógłby odwiedzić go z swoim teraz już zmarłym chomikiem? :)]
OdpowiedzUsuń[Dzień Dobry! Świetna postać, no i weterynarz! Może jest ochota na wątek z moją Joce?]
OdpowiedzUsuńJocelyn Maxvell
[Oki doki, ale biedny ten chomiczek xd Zaczniesz? :D]
OdpowiedzUsuń[Hm.. W sumie ona może nie pierwszy raz przychodzić do niego z Rudą, więc mogą się znać. Cheryll nie mieszka zbyt długo w Rivermont, ale niech będzie, że odrobinę dłużej niż on. Będzie ok. Tylko uprzedzam, że z wątkiem najlepiej wystartować w poniedziałek/w niedzielę wieczorem, bo dopiero wtedy będę dostępna.]
OdpowiedzUsuńCheryll Langdon.
[Myślałam nad biblioteką lub księgarnią. Joce, przed ucieczką z rodzinnego domu, często czytała, więc teraz pewnie czas na to znajdzie :) Może wpaść na niego i wywalić książki, czy coś XD]
OdpowiedzUsuńJocelyn Maxvell
[Raczej nie, a jeśli już to tylko z widzenia i nic o sobie nie wiedzą. Może uda nam się to jakoś rozkręcić! :)]
OdpowiedzUsuńJocelyn Maxvell
[Burmistrz się wita i prosi o kontakt, ponieważ ma pewne plany, co do Twojej postaci ^-^]
OdpowiedzUsuń[Hej, hej :) Na wątek jestem bardzo chętna, oczywiście :) Tak sobie myślę czy chcesz coś neutralnego - fretki Fran się pochorują na przykład. Czy coś bardziej z jakimś powiązaniem :)
OdpowiedzUsuńFrancesca
Właściwie to masz rację. Co do samego pomysłu, to nie jestem pewna czy to coś ciekawego ale można spróbować. Matt mógłby być jakimś tam przyjacielem brata mojej Fran. Kiedyś Fran cicho by do niego wzdychał, on mógłby tez coś ten teges ale za względu na różnicę wieku nic by nie było, lecz potem by jej to minęło. I fretki by się rozchorowały, ona przyszlaby do niego. A potem to jakoś się dalej potoczy
OdpowiedzUsuńdawno nie wymyślałam, wiec jak masz coś innego to podsun,, proszę :)
Fran
Noel w zamyśle ma mieć 26 lat i być wojskowym :) Więc ich przyjaźń może być jak najbardziej :) Noel i Matt się rozeszli, Matt i Fran tez. I teraz spotkanie po przerwie :)
OdpowiedzUsuńBędę wdzięczna za początek :)
Fran
Zanim uciekła z rodzinnego domu miała ułożony plan dnia. Rano śniadanie, potem nauka w prywatnej szkole, zajęcia dodatkowe, czas na zadania domowe, spotkania z nadzianymi ‘przyjaciółkami’, które odwróciłyby się od niej, gdyby tylko jej rodzina straciła pieniądze. Luki czasowe między jednym zajęciem, a drugim spędzała w domowej bibliotece, siedząc na podłodze między regałami książek i czytając kryminały i romanse. Czasami aż za bardzo wczuwała się w daną postać i przeżywała wydarzenia z książki razem z bohaterami. Wyobrażała sobie siebie w równych wyimaginowanych sytuacjach. Marzyła o normalnym życiu bez klatki w jakiej przytrzymywali ją rodzice.
OdpowiedzUsuńW Rivermont musiała poradzić sobie sama. Bez pokojówek, szoferów, sprzątaczek, kucharek i złotej karty w kieszeni. Znalazła tanie mieszkanie do wynajęcia płacąc pierwszy czynsz za pieniądze, które wybrała przed ucieczką. Nie mogła to być wielka suma, wszystkie większe transakcje jakie przeprowadzała kontrolowali jej rodzice, mimo tego że była pełnoletnia. Znalazła też pracę, ale nie ma się tym co chwalić.
Ostatnio odespała wszystkie noce w Red Windows i znalazła siły na to, by wybrać się do biblioteki. Szukała swoich ulubionych pozycji z uśmiechem na ustach. W końcu chwila dla siebie – pomyślała. Miała serdecznie dość życia w biegu i unikania spojrzeń ludzi, którzy wiedzą, czym zajmowała się brunetka. Na początku nie umiała sobie z tym poradzić, ale teraz to ignorowała.
Szła z uniesioną głową do góry, szukając nazwiska swojego ulubionego autora i tylko kątem oka zauważyła jakąś postać, a sekundę później leżała już na ziemi z książkami, które do tej pory udało jej się znaleźć.
– W porządku? – zapytał, zabierając się do pomocy.
Zerknęła na mężczyznę i zmarszczyła brwi. Miała wrażenie, że zna skądś tą twarz. Dopiero po chwili skojarzyła, że zderzyła się z miastowym weterynarzem. Pomyślała o Chapsie, swoim psie, którego zostawiła w Seattle i westchnęła ciężko.
– Tak, tak… – mruknęła z lekkim uśmiechem – wszystko w porządku. Ale narobiłam bałaganu – zaśmiała się i niezdarnie usiadła. Zebrała z mężczyzną wszystkie książki i wstała.
– Szłam z głową zadartą do góry i tylko mi mignął jakiś cień przed oczami, a potem już leżałam – machnęła ręką – powinnam bardziej uważać. Dziękuję za pomoc – kiwnęła brodą na książki.
Jocelyn Maxvell
OdpowiedzUsuńOdkąd Noel wyjechał na misję bardzo wiele się zmieniło. Fran, która była bardzo zwiazana z bratem, bardzo to przeżyła. Tęskniła za nim, a pisanie listów jej jednak nie wystarczało. Jednak od jego wyjazdu minęły już dobre trzy lata, a Francesca straciła nadzieję, że brat kiedyś zdecyduje się przyjechać i ich odwiedzić. Wszystkie swoje wolne spędzał we Włoszech, u swojej nowej ukochanej. Chociaż Francesca była rodowitą włoszką, to jednak póki co nie miała odpowiedniej ilości pieniędzy aby tam lecieć. Jej rodzice również nie.
Kiedy wróciła z pracy, a była już dość późna godzina, to zauważyła, ze obie jej fretki są jakieś takie... dziwne. Wychudłe, zmęczone. I nawet do niej przyjść nie chciały kiedy otworzyła im klatkę! To był pierwszy sygnał dla niej, że stało się cos niedobrego. Szybko wpakowała je do transportera i pożyczywszy samochód taty pojechała do najbliższej kliniki weterynaryjnej.
Szybko wpadła do środka, o mało co nie lądując w raminach kogoś kto własnie stamtąd wychodził.
- Przepraszam... - powiedziała cicho i zerknęła na weterynarza. Zadarła głowę w góre i uśmiechnęła się na widok Matta. - Musisz mi pomóc! Gdzie jest weterynarz?! - Niemal zaszlochała i wskazała na dwie zwinięte w kłębek fretki. - Są chore... To nie czas na wspomnienia! - mruknęła cicho i otarła pojedynczą łezkę z policzka.
Fran
[Cześć ponownie, Duszyczko! O dwudziestej trzydzieści widzimy się na gadu-gadu i ustalamy i hardo wącimy calutką noc! Jesteś za? :3]
OdpowiedzUsuńSharr
Przeniosła się do Rivermont dwa, trzy miesiące temu jako świeżo upieczona pani psycholog, jednak nie zamierzała korzystać ze zdobytej wiedzy w formie zawodowej - wolała skupić się na doradzaniu innym bez przywilejów. Uważała, że pomoc powinno się nieść codziennie i to bez doktoratów i innych bzdet.
OdpowiedzUsuńWiadomość, że jej ojciec zmarł, okropnie ją dobiła. Próbowała dawać sobie radę, ale bezskutecznie. Nie raz, nie dwa łapała się na wspominaniu ojca, które nie trwało chwili, a ciągnęło się godzinami, a nawet dniami. Chciała znaleźć ulgę w swoim życiu, chwilę wytchnienia, więc całkowicie zatracała się w pracy, ćwiczeniach i opiece nad zwierzętami. Była bardzo zadowolona z obecnego stanowiska - uwielbiała wprost książki, zapach przesiąkniętych starocią stronic, więc odnajdowała się w bibliotece, jak we własnym domu. Jedyne, czego jej brakowało to właśnie ojca i brata, z którym nie miała kontaktu, odkąd się wyprowadziła.
Tego dnia ruch w bibliotece nie był zbyt duży. Kobieta była przez to zła, ponieważ uważała, że ludzie powinni czytać książki i to jak najwięcej, a takie pustki nie wróżyły nic dobrego. Z drugiej strony było to jednak przyjemne, ponieważ mogła oddać się lekturze.
Na dźwięk otwieranych drzwi, który zwiastował czyjeś przybycie, Sharr oderwała się od "Joylandu", S. Kinga i zaintrygowana utkwiła spojrzenie brązowych oczu w młodym, choć zapewne starszym od niej mężczyźnie. Przechadzał się chwilę między regałami, a potem podszedł do niej z Insygniami Śmierci, co skwitowała delikatnym uśmiechem. Zerknęła na symbol wytatuowany na nadgarstku. W tym momencie poczuła napływ dumy, który wypełnił ją całą.
Sharlotte nie znosiła braku kultury, ale tym razem postanowiła nie wybuchnąć, ponieważ mężczyzna najwyraźniej miał znakomity gust, jeśli chodzi o książki, a tacy ludzie nie mogli być źli. Przecież nikt nie chodził i nie informował mieszkańców, kto teraz zajmuje się biblioteką. Uniosła kąciki ust w nieśmiałym uśmiechu.
- Widzę, że fan Pottera, hm?
Sharr
- Kopenhaga, powiadasz? Wow, nieźle. Ja mogę się jedynie pochwalić skromnym dyplomem pani psycholog. No, ale. - wzruszyła ramionami, chichocząc.
OdpowiedzUsuńOdbiła książkę, zapisując ją na karcie Matthewa, po czym podała mu ją. Złapała za niedokończony "Joyland", chcąc ponownie zanurzyć się w lekturze, ponieważ w jej mniemaniu skończyła swój obowiązek na tę chwilę. Mężczyzna wypożyczył książkę, więc mógł już sobie pójść.
Część jej nie chciała, aby to zrobił, lecz druga, ta "rozsądniejsza" pragnęła zostać znowu sam na sam z opowieścią.
Sharr
- Cóż... - zaczęła, niechętnie odsuwając myśli od książki. - Najwidoczniej ludzie nie potrafią docenić tego, co najwspanialsze, nieprawdaż? Przecież czytanie to klucz do wyobraźni, a człowiek bez wyobraźni jest nikim.
OdpowiedzUsuńZacisnęła palce lewej dłoni na książce, chcąc jak najszybciej do niej powrócić. Miała nadzieję, że ten gest dostatecznie przekona Matthewa, że czas na niego.
- Swoją drogą, fajnie, że bierzesz ją na dwa dni. W sensie, książkę. Lubię, kiedy ktoś szybko czyta, sama pochłaniam dwieście stron w przeciągu godziny.
Sharr
Fretki dla Fran były bardzo ważne. Miała je już od dość dawna i nie wyobrażała sobie, aby mogły one zginąć albo aby coś im się stało! Wiedziała, ze fretki nie żyją jakoś szczegółnie długo i raczej nie dożyją z nią do wieku emerytalnego. Jednak teraz? Teraz było za wcześnie! Nawet trzech lat nie miały te kruszynki!
OdpowiedzUsuńDenerwowała się, a Matt ją tylko bardziej wkurzał. Stał na środku i gadał, podczas gdy jej zwierzaczki się tak męczyły i potrzebowały natychmiastowej pomocy! I chociaż cieszyła się, że go widzi po takiej wielkiej przerwie, to jednak nie potrafiła mu teraz tego pokazać.
- To się nimi zajmij - mruknęła niezbyt miło. Była jednak zbyt zdenerwowana. Zapewne potem mu to wszystko odbije i przeprosi.
- Jak dziś wróciłam do domu, to zauważyłam, że od wczoraj nic nie zjadły. Są chudsze... Takie mało żywe. Nawet się nie przywitały - powiedziała cicho, stając w rogu sali i obejmując się ramionami.
Fran
Westchnęła.
OdpowiedzUsuń- Sharlotte.
Chciała, aby już sobie poszedł, naprawdę. Zamierzała wrócić do książki i niczym się nie przejmować. Wspomnienia związane z ojcem nawracały z minuty na minutę, a nie mogła sobie na to pozwolić. Dlatego pozwoliła sobie dość niegrzecznie gościa wyprosić.
- Wybacz, ale muszę się jeszcze zająć pewnymi sprawami.
Sharlotte
Przez krótką chwilę skupiała się na swoim ciele i myślała, czy aby na pewno wszystko okej. Jednak nie czuła, aby coś ją bolało. Jej praca wiązała się również z dobrą kondycją i jedynym zmartwieniem mogłoby być teraz to, czy nie narobiła sobie siniaków. Jej to nie przeszkadzało, ale szef nie byłby zadowolony.
OdpowiedzUsuńByła niemal pewna, że mężczyzna nawet jej nie kojarzy. I całe szczęście – pomyślała. Oczywiście często czuła się samotna i chciała poznać osobę, z którą mogłaby spotkać się ot tak, na kawę i ciastko, czy chociażby na piwo wieczorem. Nie umiała jednak nawiązać nici przyjaźni, a nie była na tyle śmiała, aby podejść do jakiejś osoby i zacząć luźną pogawędkę na temat pogody za oknem.
– Jestem z Rivermont – odpowiedziała na pytanie mężczyzny, które potwierdzało to, że nawet jej nie kojarzył. – Ty… – chrząknęła cicho – pan…? Jesteś miejscowym weterynarzem, tak?
Jocelyn Maxvell
[Dziękuję za miłe powitanie ;) Jeśli jest, ochota, to zapraszam do wątku z Ori C:]
OdpowiedzUsuńOriane
Sharlotte od zawsze była przekonania, że nic nie dzieje się bez powodu.
OdpowiedzUsuńMimo, że przeczytała tę część już niezliczoną ilość razy, jak również sama posiadała egzemplarz tego tomu, postanowiła zabrać ze sobą zostawioną przez mężczyznę książkę i zaopiekować się nią w należyty sposób. Po części wierzyła też, że rzecz przyciągnie do niej jej niedoszłego właściciela.
Jeden ze szczurków Sharlotte od pewnego czasu stał się zbyt agresywny, więc kobieta postanowiła "uciąć mu jajka". Zabieg kastracji nie wydawał jej się przyjemnym, lecz niestety koniecznym działaniem. Nie chcąc dłużej zwlekać, wpakowała posykujące bydle w transporter, po czym ruszyła w stronę miejscowej kliniki weterynaryjnej. Nie miała daleko, więc postanowiła przejść się spacerkiem - w końcu pogoda dopisywała, a ona jako wielbicielka ruchu wprost nie mogła z niego zrezygnować.
Dotarłszy na miejsce, pchnęła wejściowe drzwi, po czym uśmiechając się promiennie powitała siedzących w poczekalni pacjentów. Usadowiła się obok chudej blondynki z piskliwą i niezwykle irytującą chihuahuą. Odczekawszy swoje, kiedy nadeszła jej kolej, podniosła swój zgrabny tyłek, a potem weszła do gabinetu weterynarza.
Podniosła wzrok i spojrzała na wysokiego mężczyznę, który robił coś przy biurku, stojąc do niej tyłem. Odstawiła transporter ze szczurzyskiem na bok, odchrząknęła.
- Proszę pana, pacjentka jest już w gabinecie - oznajmiła, śmiejąc się.
Sharlotte
[Jestem już, od wczoraj właściwie, ale co tam. To jak, ogarniamy wątek? c:]
OdpowiedzUsuńCheryll.