Oriane Brink-Jackson
dwadzieścia sześć lat — właścicielka Rudery, która wcale taką ruderą nie jest — w Rivermont od niecałego roku — matka trzyletnich bliźniaków - Liama i Lucasa —
Są czasami takie chwile, kiedy człowiek czuje że to już za dużo, że te wszystkie kłopoty, które dźwiga na swoich barkach, ich ciężar sprawia że kości zaraz pękną, a to wszystko opadnie na niepewny grunt pod nogami, który się załamie. A my sami polecimy w dół, wraz z tymi wszystkimi kawałkami.
Grunt pod nogami Oriane zawalił się dwa lata temu, kiedy to nakryła męża w łóżku, z niby to swoją najlepszą przyjaciółką. Wówczas została z niczym. Od byłego męża nie chciała nic - mieszkania, które chciał jej zostawić, by ich synowie mieli gdzie się wychowywać; połowy niezbut dużego majątku, czy też pomocy przy opiece nad dzieciakami. Po rozwodzie spakowała rzeczy, przeprowadzając się do ojca. Przemieszkała u niego rok, otrząsnęła się z tego co ją spotkało, i wraz z nowymi siłami podjęła decyzję. Zaczęła od ścięcia swoich długich, ciemnych włosów, na krótsze oraz przefarbowanie na blond; potem przyszła kolej na zmianę garderoby, aż w końcu stanęło na tym, by przeprowadzić się do zupełnie innego miasta.
Zawsze czuła potrzebę aby robić coś dla siebie. Nigdy nie lubiła pracować dla kogoś, dlatego pożyczyła pieniądze od ojca, kupując bar w Rivermont. I, choć nazwa mogłoby się wydawać, że klientów bardziej odstrasza, to jest zupełnie inaczej. Rudera cieszy się sporą popularnością, a samo miejsce wita swych gości dobrą, najczęściej rockową muzyką, pysznym piwem, oraz przyjaznym uśmiechem Oriane, która zazwyczaj wieczorami stoi za barem, zabawiając swych klientów rozmową, bądź wysłuchuje ich żalów, służąc później dobrą radą.
---------------------
Alysha Nett.
Wątki, powiązania.
Dramaty, romanse, miłość.
Coraz lepiej mi idzie pisanie kart na telefonie.
Zapraszamy <3
Grunt pod nogami Oriane zawalił się dwa lata temu, kiedy to nakryła męża w łóżku, z niby to swoją najlepszą przyjaciółką. Wówczas została z niczym. Od byłego męża nie chciała nic - mieszkania, które chciał jej zostawić, by ich synowie mieli gdzie się wychowywać; połowy niezbut dużego majątku, czy też pomocy przy opiece nad dzieciakami. Po rozwodzie spakowała rzeczy, przeprowadzając się do ojca. Przemieszkała u niego rok, otrząsnęła się z tego co ją spotkało, i wraz z nowymi siłami podjęła decyzję. Zaczęła od ścięcia swoich długich, ciemnych włosów, na krótsze oraz przefarbowanie na blond; potem przyszła kolej na zmianę garderoby, aż w końcu stanęło na tym, by przeprowadzić się do zupełnie innego miasta.
Zawsze czuła potrzebę aby robić coś dla siebie. Nigdy nie lubiła pracować dla kogoś, dlatego pożyczyła pieniądze od ojca, kupując bar w Rivermont. I, choć nazwa mogłoby się wydawać, że klientów bardziej odstrasza, to jest zupełnie inaczej. Rudera cieszy się sporą popularnością, a samo miejsce wita swych gości dobrą, najczęściej rockową muzyką, pysznym piwem, oraz przyjaznym uśmiechem Oriane, która zazwyczaj wieczorami stoi za barem, zabawiając swych klientów rozmową, bądź wysłuchuje ich żalów, służąc później dobrą radą.
---------------------
Alysha Nett.
Wątki, powiązania.
Dramaty, romanse, miłość.
Coraz lepiej mi idzie pisanie kart na telefonie.
Zapraszamy <3

Lol xD Czy Ty stworzyłaś kiedyś postać bez dziecków? xD Fran nie ma ogonka między nogami, wiec dziecków jej zrobić nie mogła, ale może być ukochaną ciocią! I chrzestną jednego z nich :D ]
OdpowiedzUsuńFrancesca
[No to cześć i czołem, Duszyczko. Choć...czołem może nie, bo zaboli. Mniejsza xD No to jak chcesz je powiązać, hm? :3]
OdpowiedzUsuńSharlotte
Ty, zrób se własne dziecka i sie nimi opiekuj :D A co do wątku - to myślisz, że Fran nie ma lepszych rzeczy do roboty niż pilnowanie dzieci Ori? Ale może zabierać je czasami na plac zabaw. I marudzić Ori na brak życia miłosno-erotycnzego xD]
OdpowiedzUsuńFran
[Pewnie tak, bo ja na wielu grupowcach bywam. No i zazwyczaj są to mężczyźni - to moja pierwsza kobieca postać od hohoho xD]
OdpowiedzUsuńSharr
(Hmm... Vaar lubi dzieci. Widzę go jako zastępczego tatuśka, nawet jeśli miałby się jedynie kumplować z Ori. ;) Co Ty na to?)
OdpowiedzUsuńVaar
[Lalala :D Mniej procentów i dziecko gwarantowane :D Hm... Bezalkoholowe drinki? Brzmi superancko! Fran się na pewno tym schleje, tym bardziej ze to takie dziwne stworzonko :D Będzie płakać Ori w ramię, na pewno :D Zaczynasz :* ]
OdpowiedzUsuńFran
[Tak, tak - właśnie tak. Zapisałam się tam, ale chyba "odpiszę", bo nudy xD]
OdpowiedzUsuńSharr
(Ma za sobą dużo gorsze rzeczy niż takie dwa diabełki, gwarantuję ;D Wątek w warsztacie bardzo spoko. Z miłością może być trochę ciężko, bo mimo że rozstał się ze swoję "forever love" jakieś trzy lata temu ciagle za nią tęskni, ale może da się go naprawić. ^^ Zaczniesz? Ja jestem w trakcie paru odpisów... XD)
OdpowiedzUsuńVaar
[Prowadziłam. Za drugim razem Kai'a, bo Kol był zajęty :D
OdpowiedzUsuńCześć, była siostro :D]
Stephen
[Hm, no nie wiem. W barach to Sharr raczej nie bywa, może jakieś powiązanie?]
OdpowiedzUsuńSharr
Warsztat funkcjonował w specyficzny sposób. Nawet jeśli pracownicy przychodzili o ósmej, Vaar zwykle bywał tu wcześniej, z racji, że nigdy nie potrafił cieszyć się snem jak każdy normalny człowiek. Załatwiał wtedy papierową robotę, bo wieczorem nie miałby już do tego głowy, ani chęci, zwłaszcza że pomimo faktu bycia właścicielem tego zakładu, wciąż grzebał w samochodach. Ta praca sprawiała mu przyjemność w czystej postaci, nie umiałby tak po prostu z niej zrezygnować. Z resztą, w imię czego miałby to robić? Żony nie miał, dzieci też nie, więc wolny czas spożytkowałby pewnie w jakimś barze, albo przed telewizorem. Bez sensu. Dlatego właśnie wolał przesiadywać w warsztacie. Czuł się tu dobrze, zupełnie jakby był w swoim drugim domu, a jakby to tak głębiej rozważyć, to wcale nie mijało się tak bardzo z prawdą, która na tle jego wieku mogła być nieco nieco... przybijająca. On jednak nigdy się tym nie przejmował, bo brakło mu na to czasu. Na to i na wiele innych rzeczy... Teraz wychodził właśnie z biura, ubrany wciąż jakby nie przyszedł w ogóle do pracy. W rzeczywistości przyszedł tu prosto z porannej przebieżki i nie zdążył się jeszcze przebrać. Czarny podkoszulek opinał jego muskularny tors w sposób, który nie dawał się zignorować kobiecym oczom. Do tego szorty i adidasy. W gruncie rzeczy, nic specjalnego. Rzucił zielonkawym okiem po dwójce mechaników, którzy sprawnie kręcili się obok dwóch wozów. W kolejce stały jeszcze dwa, więc już miał zamiar ruszyć na zaplecze w celu wrzucenia na siebie bardziej odpowiedniego stroju, jednak wtedy na halę wpadły z okrzykiem radości dwa ciemnowłose diabełki, które znał aż nazbyt dobrze. Uśmiechnął się więc pod nosem, już teraz wiedząc że to będzie ciekawy dzień. Jego uwaga została od nich odwrócona pojawieniem się Ori, więc słysząc jej proszące słowa o domniemanym ratunku, zamruczał gardłowo. Ten niski pomruk miał w sobie relaksacyjną nutę, która zapewne miała wyciszyć jej nerwy choć w niewielkim stopniu. Potem ten łagodny wzrok i narzucona z góry świadomość, że samochód z pewnością będzie działał, a ona zostanie uratowana. Jednak na pewno nie dzisiaj. Przystanął więc nieopodal kobiecej sylwetki, krzyżując szerokie ramiona na piersi. Dwumetrowy, potężny facet. Zwykle stwarzał poczucie bezpieczeństwa, ale nie raz już udowodnił, że jego aparycja to coś, co może poważnie zagrozić komuś, kto przekroczy jego niewidzialną granicę tolerancji, tudzież jedną z ogólnie przyjmowanych norm społecznych. Właściwie po wczorajszej, nocnej interwencji został mu jeszcze siniec na kości policzkowej i pęknięta warga, co wcale nie ujmowało mu uroku. Wręcz przeciwnie, było ciekawym dopełnieniem jego... charakterystycznej urody. Tak poharatany pysk to nie jest coś, co widzi się codziennie, nawet u zwierząt. Przymrużył drapieżnie jedno oko, spoglądając na nią z góry. - Osobiście zajmę się Twoim samochodem, ale nie wydam go wcześniej, niż... - tutaj kątem oka spojrzał na chłopców którzy szarpali się o śrubokręt i zaśmiał się ochryple pod nosem, ruszając w ich stronę. - Przykro mi, chłopaki, ale z tego mogą korzystać wyłącznie mechanicy. - oznajmił, a jego baryton, mimo że zadziorny, przyjemnie i ciepło zawibrował. Zwinnie odebrał im przedmiot, po czym przykucnął, chowając go do kieszeni.
OdpowiedzUsuń- Jak będziecie więksi, pokażę Wam co i jak, ale na chwilę obecną jedyne, co mogę Wam zaproponować, to podwózka do przedszkola moim wielkim, czarnym, szybkim Mustangiem. Oczywiście, jeśli mama się zgodzi. - tu zerknął w stronę Oriane, a w jego oczach zatlił się szelmowski błysk, zupełnie jakby miał znów te 17 lat, a nie 34. - Wasi kumple pozielenieją z zazdrości, a Wasz samochód i tak wróci do łask najprędzej dopiero jutro. - orzekł, zwracając się do chłopców, ale postronnie również do ich matki. - Więc jak? - to mówiąc, porwał dzieciaki na ramiona - jednego na jedno, drugiego na drugie i łapiąc je solidnie tak by wygodnie siedziały, wrócił do kobiety zaległej na skrzynce. Poczęstował ją absolutnie rozbrajającym spojrzeniem, idealnie współgrającym z błagalnym wyrazem twarzy obu chłopców. No czy im kiedykolwiek można się było oprzeć? - Podwiozę chłopaków i zostawię Ci wóz, dopóki nie odbierzesz swojego. Jeśli mi nie ufasz, możesz jechać z nami. - lubieżnie podciągnął krańce ust. Ach, ten nieokrzesany Vaar...
OdpowiedzUsuńVaar
[ To co, jakiś wątek?]
OdpowiedzUsuńAnna
[Witam i życzę mnóstwo weny oraz dobrej zabawy na blogu ;)]
OdpowiedzUsuń