[Burmistrzyni wita się z pierwszą i zapewne nie ostatnią postacią. Uwielbiam zawiłe, intrygujące wątki oraz jestem jak najbardziej na tak, jeśli chodzi o powiązania. Gadu: 53769920]
Matthew miał dwadzieścia lat, kiedy wyjechał do Kopenhagi na studia. Spędził w Danii aż sześć lat. Nawet na wakacje nie wracał do Rivermont. Zdecydowanie chciał odciąć się od rodziców. Wrócił dopiero dwa lata temu, ale rzadko kiedy pojawiał się na mieście, czy spotykał ze znajomymi. Wymarzona praca miała swoją cenę. Prawdziwą pracę w klinice weterynaryjnej rozpoczął jakiś rok temu. Wcześniej udzielał się tam tylko jako wolontariusz. Uwielbia swoją pracę, bez dwóch zdań. Codziennie otwiera bardzo wcześnie i zamyka bardzo późno. Ludzie śmieją się, że jest cyborgiem. Że tylko pracuje i śpi. W jakimś stopniu oczywiście jest to prawda. Nie pamięta, kiedy ostatni raz miał wolne. Nawet swoje zwierzęta przyprowadza ze sobą do gabinetu, a przerwę na lunch w pracy wykorzystuje, by wyskoczyć na siłownię. Tak wygląda teraz jego życie, a on ciągle sobie obiecuje, że znajdzie jakiś stażystów/techników weterynarii, by mogli mu pomagać. Jak na razie Matt jest odlutkiem. Przez pracę zaniedbywał nieco swoich znajomych i inne hobby. Właśnie dlatego, kiedy tylko nadarzyła się okazja trzydniowego "urlopu", natychmiast postanowił z niej skorzystać. Oczywiście marzyły mu się wakacje np. w Hiszpanii, ale trzy dni to nieco za mało. Tak więc pierwszy wolny dzień praktycznie cały przespał. Drugiego dnia postanowił wybrać się do biblioteki, gdzie nie był już bardzo długo. Kiedy tylko przekroczył próg ogarnął go dziwny spokój, na który na co dzień nie miał czasu. Alejki między regałami przemierzał dość szybko. Rzucał przelotne spojrzenia na grzbiety książek, szukając czegoś dla siebie. W pewnym momencie rzuciło mu się w oczy jedno nazwisko. Rowling. I nagle go olśniło. Przez całe te studia i całą szopkę z tym związaną, zupełnie zapomniał o przeczytaniu ostatniej części Harrego Pottera. Co z tego, że miał dwadzieścia osiem lat? Pospiesznie zgarnął książkę z półki i ruszył w kierunku biurka bibliotekarki. - Proszę zapisać na mnie. Oddam za dwa dni- rzucił znad książki, którą właśnie kartkował. Starsza pani dobrze go już znała, nie musiał podawać jej swojego nazwiska. Jednak kiedy usłyszał chrząknięcie, uniósł wzrok. Cóż, to na pewno nie była staruszka, którą znał. - Co Ty tu robisz?- rzucił nagle.- To znaczy... pracujesz tu? Jesteś nowa?- zmarszczył czoło. Cóż. To na pewno nie było też miłe. Po prostu nigdy w życiu nie pomyślałby, że to miejsce może zajmować tak młoda i... piękna kobieta. - Przepraszam- mruknął w końcu i podsunął jej książkę, którą miał zamiar wypożyczyć.- Na nazwisko Shepherd. Matthew Shepherd.
[Ależ oczywiście, ja lubię powiązania c: Spotkałyśmy się gdzieś już? Bo te "duszyczko" to takie znajome mi bardzo. Prowadziłaś jakieś męskie postaci, że tak zapytam? :D] Ori
Zaczął zastanawiać się, czy praca nie pochłania go aż nadto. Za nic w świecie by z niej nie zrezygnował, ale chyba rzeczywiście nadszedł czas na znalezienie jakiejś pomocy. Mieszkańcy Rivermont, którzy go znali, mieli rację. Dziczeje w tym swoim gabinecie. A rodzice wychowali go przecież na naprawdę porządnego faceta! Nienawidził swoich rodziców. Za wielkie ambicje i trzymanie go pod kloszem. Matthew uważa, że przez nich nigdy nie miał prawdziwego dzieciństwa. Pewnie przez to też wydaje się innym aspołecznym gburem. - Słuchaj... naprawdę przepraszam- mruknął ponownie.- Nie chciałem być niemiły. Tak jakoś... wyszło. Shepherd nie miał w zwyczaju się tłumaczyć. Robił zawsze to, na co miał ochotę. Tym razem stwierdził jednak, że jego wybuch był naprawdę nieuzasadniony. Swoją drogą, nawet sympatyczniej, że za ladą siedzi teraz t a k a kobieta. Uniósł brew, kiedy zapytała, czy jest fanem Pottera. Oczywiście, że jest. Kto nie jest!? Jednak w pierwszym odruchu chciał zaprzeczyć. W końcu jest dwudziestoośmioletnim facetem, a dziewczyna pewnie po prostu stroi sobie z niego żarty. I tak wyszedł już przed nią na głupka. Westchnął, zbierając się do odpowiedzi, kiedy zobaczył tatuaż na jej nadgarstku. Uśmiechnął się pod nosem. - Pewnie, że tak. Insygnia Śmierci, hę?- wskazał brodą na jej tatuaż.- Jako gówniarz chciałem wytatuować sobie Mroczny Znak na przedramieniu. To jednak skończyłoby się wyrzuceniem z domu. Na co nie mogłem sobie pozwolić. W innym wypadku mógłbym jedynie pomarzyć o studiach w Kopenhadze... Tak szybko jak się przed nią otworzył, tak szybko się zamknął. Na kiego licha on jej o tym wszystkim opowiadał? Dziewczynie, którą zna od kilku minut! Teraz już na pewno ma go za wariata.
Zazwyczaj wśród ludzi stawał się nerwowy. Miał ochotę jak najszybciej uciekać od innych. Nowa bibliotekarka miała w sobie coś takiego, że Matt wcale nie chciał uciekać. Wręcz przeciwnie. Czuł, że mógłby siedzieć i po prostu jej słuchać. Dziwne, zważając na to, że nawet nie znał jej imienia. - Fanka Rowling, Kinga... Widzę, że znasz się na rzeczy- kącik jego ust drgnął ku górze.- Dobrze wiedzieć, że młodsze pokolenia nadal pamiętają o książkach. Czytanie od zawsze było jego hobby. Kiedyś czytał średnio dwie lub nawet trzy książki tygodniowo. Teraz niestety miał na to zdecydowanie mniej czasu. - Chociaż... ruchu to tutaj raczej nie ma, hm? Halo, ziemia do Matta, czemu sobie po prostu nie pójdziesz?
Pokiwał głową na jej słowa. Zgadzał się z nią w stu procentach. No i naprawdę ucieszył się, że takich ludzi jak on jest więcej i dzięki temu książki nie są jeszcze na wymarciu. Oczywiście zauważył jej zniecierpliwione palce, zaciskające się na książce. To był kolejny dowód na to, że najwyższa pora opuścić bibliotekę. Szczególnie, że załatwił już swoje. Problem polegał na tym, że coś kazało mu nie ruszać się z miejsca. Czuł, że w końcu znalazł kogoś, z kim najprawdopodobniej mógłby znaleźć wspólny język. Mimowolnie jego wzrok na chwilę zatrzymał się na jej ustach. Problem polega na tym, że dziewczyna najwyraźniej wcale nie myślała tak samo jak on. - W takim razie jesteś tu właściwą osobą na właściwym miejscu- uśmiechnął się lekko, a potem wyciągnął dłoń w jej stronę.- Nie odejdę nie poznając Twojego imienia, Mademoiselle.
Zarówno jej westchnienie, jak i ostatnie zdanie utrwaliło go w przekonaniu, że dziewczyna po prostu chce aby wyszedł. Jak najprędzej. W jakimś sensie poczuł się urażony. W porządku, na początku sam nie zachował się zbyt miło, ale nie musiała zbywać go aż tak perfidnie. Chciał wierzyć, że dziewczyna wyprasza go rzeczywiście tylko przez nadmiar obowiązków (ewentualnie ze względu na bardzo ciekawą książkę, którą chciała szybko skończyć). Zmrużył oczy. Matt co prawda nie był nigdy zakochany, nigdy też nie był babiarzem, ale zazwyczaj kobiety nie zbywały go jednak ot tak. - Miło mi, Sharlotto- mruknął raczej bez przekonania.- Miłego dnia. Dzięki. Do widzenia. I wyszedł. Zostawiając książkę na jej biurku. Zupełnie przypadkowo. Albo i nie?
Dziewczyna z biblioteki tak go zaintrygowała, że rozmyślał o niej całą drogę do domu. Z tego wszystkiego nawet zapomniał o wypożyczonej książce. W zasadzie jej brak zauważył dopiero, kiedy przekręcał klucz w drzwiach. Pacnął się w czoło, ale postanowił na razie tam nie wracać. Panna Sharlotte nie życzyła sobie jego towarzystwa. Po krótkim wolnym Matthew musiał wracać do pracy. Narobiło mu się mnóstwo zaległości, więc uwijał się jak w ukropie od samego rana. Szczególnie, że na ten dzień miał zaplanowanych kilka zabiegów. Właśnie przeglądał papiery rocznego psa husky, u którego stwierdził ostatnio alergię, kiedy nagle usłyszał czyjś głos za swoimi plecami. Westchnął cicho, zastanawiając się czy dzisiaj w ogóle wyjdzie z tego gabinetu. Burczało mu w brzuchu, a w systemie krwionośnym brakowało mu kofeiny. Jednak obrócił się posłusznie. - Witam i słu...- przekrzywił głowę, widząc kto go odwiedził.-... i słucham. Posłał jej swój rozbrajający, łobuzerski uśmiech.
(No nie wierzę, Nina Dobrev <3333! Domagam się powiązania!)
OdpowiedzUsuńVaar
[Hej! :) Życzę udanej zabawy :D ]
OdpowiedzUsuńFrancesca
[Postać cudowna, przecudowna! Zgłaszam się po obiecany wątek haha!]
OdpowiedzUsuńMatthew miał dwadzieścia lat, kiedy wyjechał do Kopenhagi na studia. Spędził w Danii aż sześć lat. Nawet na wakacje nie wracał do Rivermont. Zdecydowanie chciał odciąć się od rodziców. Wrócił dopiero dwa lata temu, ale rzadko kiedy pojawiał się na mieście, czy spotykał ze znajomymi. Wymarzona praca miała swoją cenę. Prawdziwą pracę w klinice weterynaryjnej rozpoczął jakiś rok temu. Wcześniej udzielał się tam tylko jako wolontariusz. Uwielbia swoją pracę, bez dwóch zdań. Codziennie otwiera bardzo wcześnie i zamyka bardzo późno. Ludzie śmieją się, że jest cyborgiem. Że tylko pracuje i śpi. W jakimś stopniu oczywiście jest to prawda. Nie pamięta, kiedy ostatni raz miał wolne. Nawet swoje zwierzęta przyprowadza ze sobą do gabinetu, a przerwę na lunch w pracy wykorzystuje, by wyskoczyć na siłownię. Tak wygląda teraz jego życie, a on ciągle sobie obiecuje, że znajdzie jakiś stażystów/techników weterynarii, by mogli mu pomagać. Jak na razie Matt jest odlutkiem. Przez pracę zaniedbywał nieco swoich znajomych i inne hobby. Właśnie dlatego, kiedy tylko nadarzyła się okazja trzydniowego "urlopu", natychmiast postanowił z niej skorzystać. Oczywiście marzyły mu się wakacje np. w Hiszpanii, ale trzy dni to nieco za mało. Tak więc pierwszy wolny dzień praktycznie cały przespał. Drugiego dnia postanowił wybrać się do biblioteki, gdzie nie był już bardzo długo.
OdpowiedzUsuńKiedy tylko przekroczył próg ogarnął go dziwny spokój, na który na co dzień nie miał czasu. Alejki między regałami przemierzał dość szybko. Rzucał przelotne spojrzenia na grzbiety książek, szukając czegoś dla siebie. W pewnym momencie rzuciło mu się w oczy jedno nazwisko. Rowling. I nagle go olśniło. Przez całe te studia i całą szopkę z tym związaną, zupełnie zapomniał o przeczytaniu ostatniej części Harrego Pottera. Co z tego, że miał dwadzieścia osiem lat? Pospiesznie zgarnął książkę z półki i ruszył w kierunku biurka bibliotekarki.
- Proszę zapisać na mnie. Oddam za dwa dni- rzucił znad książki, którą właśnie kartkował.
Starsza pani dobrze go już znała, nie musiał podawać jej swojego nazwiska. Jednak kiedy usłyszał chrząknięcie, uniósł wzrok. Cóż, to na pewno nie była staruszka, którą znał.
- Co Ty tu robisz?- rzucił nagle.- To znaczy... pracujesz tu? Jesteś nowa?- zmarszczył czoło.
Cóż. To na pewno nie było też miłe. Po prostu nigdy w życiu nie pomyślałby, że to miejsce może zajmować tak młoda i... piękna kobieta.
- Przepraszam- mruknął w końcu i podsunął jej książkę, którą miał zamiar wypożyczyć.- Na nazwisko Shepherd. Matthew Shepherd.
[Ależ oczywiście, ja lubię powiązania c: Spotkałyśmy się gdzieś już? Bo te "duszyczko" to takie znajome mi bardzo. Prowadziłaś jakieś męskie postaci, że tak zapytam? :D]
OdpowiedzUsuńOri
[Jeśli miałaś kiedyś na wizerunku Harry'ego z 1D, to stąd Cię kojarzę. Było to na jakimś blogu o tematyce szkoły. Liceum amerykańskie, chyba :p]
OdpowiedzUsuńOri
Zaczął zastanawiać się, czy praca nie pochłania go aż nadto. Za nic w świecie by z niej nie zrezygnował, ale chyba rzeczywiście nadszedł czas na znalezienie jakiejś pomocy. Mieszkańcy Rivermont, którzy go znali, mieli rację. Dziczeje w tym swoim gabinecie. A rodzice wychowali go przecież na naprawdę porządnego faceta!
OdpowiedzUsuńNienawidził swoich rodziców. Za wielkie ambicje i trzymanie go pod kloszem. Matthew uważa, że przez nich nigdy nie miał prawdziwego dzieciństwa. Pewnie przez to też wydaje się innym aspołecznym gburem.
- Słuchaj... naprawdę przepraszam- mruknął ponownie.- Nie chciałem być niemiły. Tak jakoś... wyszło.
Shepherd nie miał w zwyczaju się tłumaczyć. Robił zawsze to, na co miał ochotę. Tym razem stwierdził jednak, że jego wybuch był naprawdę nieuzasadniony. Swoją drogą, nawet sympatyczniej, że za ladą siedzi teraz t a k a kobieta.
Uniósł brew, kiedy zapytała, czy jest fanem Pottera. Oczywiście, że jest. Kto nie jest!? Jednak w pierwszym odruchu chciał zaprzeczyć. W końcu jest dwudziestoośmioletnim facetem, a dziewczyna pewnie po prostu stroi sobie z niego żarty. I tak wyszedł już przed nią na głupka. Westchnął, zbierając się do odpowiedzi, kiedy zobaczył tatuaż na jej nadgarstku. Uśmiechnął się pod nosem.
- Pewnie, że tak. Insygnia Śmierci, hę?- wskazał brodą na jej tatuaż.- Jako gówniarz chciałem wytatuować sobie Mroczny Znak na przedramieniu. To jednak skończyłoby się wyrzuceniem z domu. Na co nie mogłem sobie pozwolić. W innym wypadku mógłbym jedynie pomarzyć o studiach w Kopenhadze...
Tak szybko jak się przed nią otworzył, tak szybko się zamknął. Na kiego licha on jej o tym wszystkim opowiadał? Dziewczynie, którą zna od kilku minut! Teraz już na pewno ma go za wariata.
[Czasami jednak dobrze wychodzi mi kojarzenie faktów xD więc jak, przyjaciółki? A jakiś pomysł na wątek? ]
OdpowiedzUsuńOri
Zazwyczaj wśród ludzi stawał się nerwowy. Miał ochotę jak najszybciej uciekać od innych. Nowa bibliotekarka miała w sobie coś takiego, że Matt wcale nie chciał uciekać. Wręcz przeciwnie. Czuł, że mógłby siedzieć i po prostu jej słuchać. Dziwne, zważając na to, że nawet nie znał jej imienia.
OdpowiedzUsuń- Fanka Rowling, Kinga... Widzę, że znasz się na rzeczy- kącik jego ust drgnął ku górze.- Dobrze wiedzieć, że młodsze pokolenia nadal pamiętają o książkach.
Czytanie od zawsze było jego hobby. Kiedyś czytał średnio dwie lub nawet trzy książki tygodniowo. Teraz niestety miał na to zdecydowanie mniej czasu.
- Chociaż... ruchu to tutaj raczej nie ma, hm?
Halo, ziemia do Matta, czemu sobie po prostu nie pójdziesz?
Pokiwał głową na jej słowa. Zgadzał się z nią w stu procentach. No i naprawdę ucieszył się, że takich ludzi jak on jest więcej i dzięki temu książki nie są jeszcze na wymarciu.
OdpowiedzUsuńOczywiście zauważył jej zniecierpliwione palce, zaciskające się na książce. To był kolejny dowód na to, że najwyższa pora opuścić bibliotekę. Szczególnie, że załatwił już swoje. Problem polegał na tym, że coś kazało mu nie ruszać się z miejsca. Czuł, że w końcu znalazł kogoś, z kim najprawdopodobniej mógłby znaleźć wspólny język. Mimowolnie jego wzrok na chwilę zatrzymał się na jej ustach. Problem polega na tym, że dziewczyna najwyraźniej wcale nie myślała tak samo jak on.
- W takim razie jesteś tu właściwą osobą na właściwym miejscu- uśmiechnął się lekko, a potem wyciągnął dłoń w jej stronę.- Nie odejdę nie poznając Twojego imienia, Mademoiselle.
[ Dziękuję. Ochota może na wątek?]
OdpowiedzUsuńAnna
[O! O pewnie, że tak! Chętnie się zaprzyjaźnimy! :)]
OdpowiedzUsuńJocelyn Maxvell
[A pewnie, przyda się Joce ktoś taki. Zakładamy, że już się znają, prawda? Jocelyn lubi czytać, więc mogły się poznać w bibliotece.]
OdpowiedzUsuńJocelyn Maxvell
Zarówno jej westchnienie, jak i ostatnie zdanie utrwaliło go w przekonaniu, że dziewczyna po prostu chce aby wyszedł. Jak najprędzej. W jakimś sensie poczuł się urażony. W porządku, na początku sam nie zachował się zbyt miło, ale nie musiała zbywać go aż tak perfidnie. Chciał wierzyć, że dziewczyna wyprasza go rzeczywiście tylko przez nadmiar obowiązków (ewentualnie ze względu na bardzo ciekawą książkę, którą chciała szybko skończyć). Zmrużył oczy. Matt co prawda nie był nigdy zakochany, nigdy też nie był babiarzem, ale zazwyczaj kobiety nie zbywały go jednak ot tak.
OdpowiedzUsuń- Miło mi, Sharlotto- mruknął raczej bez przekonania.- Miłego dnia. Dzięki. Do widzenia.
I wyszedł. Zostawiając książkę na jej biurku. Zupełnie przypadkowo. Albo i nie?
Dziewczyna z biblioteki tak go zaintrygowała, że rozmyślał o niej całą drogę do domu. Z tego wszystkiego nawet zapomniał o wypożyczonej książce. W zasadzie jej brak zauważył dopiero, kiedy przekręcał klucz w drzwiach. Pacnął się w czoło, ale postanowił na razie tam nie wracać. Panna Sharlotte nie życzyła sobie jego towarzystwa.
OdpowiedzUsuńPo krótkim wolnym Matthew musiał wracać do pracy. Narobiło mu się mnóstwo zaległości, więc uwijał się jak w ukropie od samego rana. Szczególnie, że na ten dzień miał zaplanowanych kilka zabiegów. Właśnie przeglądał papiery rocznego psa husky, u którego stwierdził ostatnio alergię, kiedy nagle usłyszał czyjś głos za swoimi plecami. Westchnął cicho, zastanawiając się czy dzisiaj w ogóle wyjdzie z tego gabinetu. Burczało mu w brzuchu, a w systemie krwionośnym brakowało mu kofeiny. Jednak obrócił się posłusznie.
- Witam i słu...- przekrzywił głowę, widząc kto go odwiedził.-... i słucham.
Posłał jej swój rozbrajający, łobuzerski uśmiech.
[O, to niezły pomysł. Ja mam zacząć, czy Ty? :)]
OdpowiedzUsuńJocelyn Maxvell