sobota, 23 maja 2015

„Gdzie to schronienie?”



Stephen Hudson
 30 lat / prawnik / własna kancelaria / biseksualny / Australijczyk / wdowiec / ojciec

Stephen od zawsze wiedział, kim chce zostać w przyszłości. Miał w głowie wszystko poukładane, dokładnie wiedział, gdzie będzie studiować i gdzie będzie pracować. Ostatecznie duże miasto okazało się nie być dla niego. W końcu nie tylko w Nowym Jorku można robić karierę. A małe miasteczko wydawało się być dobrą opcją. Cisza i spokój to coś, co okazało się być dla niego bardzo ważne po tragicznym wydarzeniu w rodzinnym kraju.
Nie boi się żadnego przeciwnika. Potrafi odmówić klientowi, jeśli wie, że ten zrobił coś naprawdę złego i okrutnego – nie będzie bronić kogoś, kto zasłużył na karę. Stephen jest świetnym mówcą, potrafi modulować swój głos, co przydaje się na sali sądowej. Opanowany i spokojny, co przydaje się w pracy, całkiem niezły z niego detektyw. Nie odczuwa sentymentu do tego miasta, dlatego jeśli ktoś chce je pozwać, przyjemnie go z otwartymi ramionami.
Bycie samotnym ojcem przeraża go do teraz. Nieustannie obawia się, że popełni błąd, ale mimo to, stara się jak najbardziej umie dla swojej córeczki – Jasmine.


cześć!
Chodźcie na ciekawe wątki!

14 komentarzy:

  1. [No hej xD Tak długo myślałam, a jednak nic ciekawego nie wymyśliłam :C Może Ty coś masz? Chociaż... cokolwiek :)
    Świetne zdjęcia córeczki! :D ]
    Francesca

    OdpowiedzUsuń
  2. [Fran go nie skrzywdzi, masz to jak w banku. Jedynie zacznie narzekać, że nie zachowuje się jak ten tam na filmie xD Ale tak poza tym, to go nie skrzywdzi :D Chyba, że zechce odebrać gospodarstwo jej rodziców, to wtedy tak :D
    Więc tak właściwie to z romansem można spróbować :D Może na razie takie spotkania pod osłoną nocy/spotkania biznesowego aby nikt się nie dowiedział? :) ]
    Fran

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć witam, kojarzę Cię z wampiry ssą, prowadziłaś Kola, prawda? :D]
    Oriane

    OdpowiedzUsuń
  4. [No, to nic mu w takim razie nie zrobi. Jego życiu nic nie zagraża :D
    Myślę, ze ze strony Fran może być podobnie :D Tylko to osoba, która bez uczucia do łóżka nie pójdzie, więc z jej strony to może być coś wiecej niż sam seks.
    A upubliczniać tego nie chce, bo... bo garnitur nie pasuje do wiejskiego wizerunku jej domku :D ]
    Fran

    OdpowiedzUsuń
  5. [W sumie z jej strony może być podobnie :D Nie chce tego ujawniać, a jednocześnie nie chce tego stracić :D Zresztą, Fran jest też przewrażliwiona na punkcie plotek. A romans ze starszym prawnikiem i to w dodatku z dzieckiem!, byłby niezłym tematem na plotki :D
    Od czego w takim razie zaczynamy? Kolejne spotkanie w jego kancelarii na przykład, jakoś późnym wieczorem, gdy nikogo nie będzie? :)]
    Fran

    OdpowiedzUsuń
  6. [A zacznę sobie, co mi tam :D ]

    Praca w księgarni nie była jakoś szczególnie trudna. Wystarczyło mieć jakieś pojęcie o książkach i umieć dobrze je opowiedzieć. Nie streszczać, o nie nie nie. Tylko opwiedzieć. Zachęcić przyszłych czytelników do czytania powieści. A potem zachęcić do kupienia jeszcze kilku dodatkowych tomów, uzupełniających historię. Francesca akurat w tym była świetna. Miała niezwykły dar o mówienia o książkach. Oczywiście kiedy jej sie chciało i widziała w tym jakiś interes, bo aż tak bezinterensowan i cudowna to ona niestety nie była.
    Praca w księgarni mimo wielu zalet, miała jedną, wielką wadę. A mianowicie kiedy przychodziła dostawa, to Fran musiała latać z ciężkimi kartonami z zaplecza i ustawiać książki na odpowiednich półkach. Była to dość łatwa praca, jednak strasznie męcząca i wysilająca. Wolała sprzedawać książki, niż je układać. Zresztą, kto jak kto, ale Fran nie była osobą, która lubi dźwigać. Jedyny wysiłek fizyczny jaki tolerowała, to jazda konna oraz jazda na rowerze. Ewentualnie skakanie na skakance, ale to bardzo rzadko. Niestety, po złamaniu nogi, jej kolano nie odzyskało w pełni siły i od skakania mogła sobie coś uszkodzić.
    Dzisiejszy dzień był dość bardzo męczący. Przyjęła dwie dostawy i wszystko poukładała na odpowiednich półkach. Bolały ją plecy i barki, a do końca zmiany zostało jej jeszcze kilka minut. Widząc, że raczej i tak już nikt nie przyjdzie, postanowiła urwać się nieco wcześniej. Jeszcze dwa razy się upewniła, że nikt nie idzie, po czym zamknęła sklep. Klucze schowała i niewiele myśląc zamówiła taksówkę.
    Najpierw miała zamiar wrócić do domu. Jednak dopiero kiedy taksówka się zatrzymała, wpadła na lepszy pomysł. Podała mu adres parku, który znajdował się niedaleko kanceralii Hudsona. Wysiadając w parku, nikt się nie zorientuje, że coś mąci i kręci.
    Zapłaciła kierowcy, a potem poszła do pobliskiej restauracji, gdzie też kupiła chińskie jedzenie oraz czerwone wino. Dopiero z tym skierowała się w stronę kancelarii, uważnie obserwując czy przypadkiem nikt znajomy jej nie widzi. Jeszcze na wszelki wypadek założyła kaptur na głowę. Nikt po plecach jej nie pozna.
    Nacisnęła klamkę i zaśmiała się kiedy drzwi jej ustąpiły. Wsunęła głowę do środka, sprawdzając czy przypadkiem nikogo nie ma. Bingo! Było pusto, więc pośpiesznie skierowała się w stronę dość dobrze znanego jej biura.
    Bardzo cicho podeszła do mężczyzny. Od tyłu zarzuciła mu ręce na szyję i szepnęła mu do ucha.
    - Łatwo cię zabić, zgwałcić... I okraść - zaśmiała się, wsuwając mu wymownie dłoń do kieszeni spodni, która okazała się pusta. Zaśmiała się przy tym dość wesoło i musnęła go w policzek.
    Fran

    OdpowiedzUsuń
  7. Francesca nie wiedziała kiedy dokładnie zaczął się ten ich romans. Ani dlaczego cały czas trwa. Przecież tak na dobrą sprawę, to tak wiele ich różniło... Zresztą, ona czekała na swojego księcia z bajki, który odmieniłby jej życie. Właściwie to w pewien sposób zależało jej na Stephenie. Nie wiedziała jednak w jaki sposób. Nie chciała zrywać tej znajomości.
    Jej życie nie było jakoś szczególnie złe. Było bardzo dobre, a ona często na siłę szukała problemu przez który mogła marudzić i narzekać. Jedyne za czym mogła tęsknić i żałowac, że wydarzyło się tak, a nie inaczej, była sprawa jej brata - Noela. Chłopak jakieś trzy lata temu wyjechałna misję i od tamtej pory słuch o nim zaginął. Fran wiele razy próbowała sie z nim skontaktowac, jednak listy i te krótkie połączenia telefoniczne nie były tym co mogło ją zadowolić. Chłopak zresztą, każdą swoją przerwę spędzał we Włoszech u swojej nowej rodziny. A Fran nei mogła tam jechać. Nie mogła ot tak wszystkiego rzucić. Ponadto nie miała na to odpowiednich środków, a nie chciała pożyczać. Długi to nie było to o czym ta młodziutka studentka marzyła.
    Krótko oddała mu pocałunek, ze zdziwieniem odkrywając jak bardzo za nim tęskniła. Kiedy miała jakieś zajęcie, to Stephen nie zajmował jej myśli. Gorzej było jak nie miała zajęcia. Wtedy cały czas potrafiła chodzić i o nim myśleć.
    Roześmiała sie z jego słów. - Wiesz... Przyszłam tu cię zabić i okraść... Musze wyglądać tajemniczo - puściła w jego stronę oczko, uśmiechając się na swój sposób tajemniczo. Kiedy tyllko ściągnął jej kaptur, ona wyciagnęła kilka spinek z włosów, aby te były rozpuszczone.
    Ręką odgarnęła wszysktie papiery z biurka, aby nic mu nie zniszczyć. Jej sumienie byłoby zabrudzone gdyby jakaś część jego pracy uległa zniszczeniu. Chociaż takiemu malutkiemu.
    Objęła nogami jego biodra, uśmiechając się w dość zadziorny sposób. - Hm... - zamyśliła się głęboko, kciukiem zabawnie drapiąc się po policzku. - Możesz pozwać tego kto pakuje książki do takich wielkich kartonów, które nie dosć, że nie mieszczą się we framudze, to nie można ich uradzić. A jak się pcha po podłodze, to się dno ściera - skrzywiła się lekko. To układanie ksiażek było najgorsze w tej całej pracy. Dobrze byłoby zatrudnić jakiegoś faceta, który nosiłby te kartony. Biedne baby nie mają na to siły. - Układanie towaru, doradzanie w wyborze książek, sprzedaż... A także opieka nad trzyletnim dzieckiem podczas gdy mamuśka wybierała ksiażki - zaśmiała się. Akurat ta sytuacja była dość słodka. Dziewczynka uparła się, że to Fran ma się nią opiekować, bo to co robiła mamusia jest nudne. Fran, jako że miała dość dobre podejście do dzieci i trochę wolnego czasu, zgodziła się nią przez chwilkę zająć.
    - A tobie? - zapytała, przysuwając się do niego. Przesunęła nosem po jego policzku, a potem szyi, gdzie złożyła krótki i mokry pocałunek. Później przesunęła się na drugą stronę i przytuliła do jego ciała.
    Fran

    OdpowiedzUsuń
  8. [Dzień Dobry! Cam <3 Świetne zdjęcie. Jestem chętna na wątek, ale chwilowo nie mam nic w głowie :<]

    Jocelyn Maxvell

    OdpowiedzUsuń
  9. [E... Ja wiem, że to może głupie, ale tak jakby coś mi iskrzy :D Joce uciekła od rodziców, którzy byli postawieni dość wysoko, więc prawników potrzebowali. Może Stephen był prawnikiem rodziny Maxvell? I stąd Joce mógłby znać? Co o tym sądzisz?]

    Jocelyn Maxvell

    OdpowiedzUsuń
  10. [Mogłoby tak być. A Joce była taką laleczką na pokaz i teraz, gdy się nieco zmieniła, mógłby jej tak od razu nie poznać. Hm, choć i tak nie mieli ze sobą super kontaktów. Znali się, po prostu :)]

    Jocelyn Maxvell

    OdpowiedzUsuń
  11. Tylko nie mówi im, ze to ja ci kazałam! Wtedy wywaliliby mnie z pracy - zaśmiała się wesoło. jej rodzice nie mięli żadnych długów, stać ich też było na opłacenie Fran studiów i wszystkich tych wydatków z nimi związanych. Noel też przesyłał im pieniądze, rzadko bo rzadko jednak dokładał się do interesu. Fran o wiele bardziej od jego kasy wolałaby jego. Jednak skoro on tego nie chciał, to nie mogła go zmuszczać do zmiany decyzji. Wracając do tematu, Francesca nie musiała pracować. Robiła to jednak, bo chciała. I praca wśród książek była dla niej przyjemnością. O ile nie musiała tachać tych ciężkich kartonów. Wtedy przyjemność zamieniała się w przymus, a ona jeszcze przez trzy dni marudziła, że się nadźwigała.
    Lubiła kiedy zaczynał dominować i wyznaczać kierunek ich spotkania. Ochoczo więc oddawała pocałunki, językiem delikatnie trącając jego. Palcami dłoni natomiast bawiła się jego włosami. Lubiła to robić i nigdy nie mogła się przed tym ppwstrzymać.
    - Jak myślisz... - mruknęła kiedy oderwała się od jego ust. - Ile dostanę za morderstwo i kradzież rzeczy prawnika? - zapytała, zabawnie ruszając brwiami. - Przynajmniej coś ciekawego miałby twój pracownik - zaśmiała się, bo uzmysłowiła sobie właśnie, że gdyby morderstwo doszło do skutku, to nie on by je dostał.
    Jakoś nie przejmowała się tym na czym właśnie stoi ich relacja ani na czym jest ona oparta. Potrafili ze sobą rozmawiać i dogadywali się świetnie. Potrafili też dopełniać się w łóżku, a seks też był waznym elementem każdego zwiazku. Nawet tak dziwnego i dość skomplikowanego jak ich.
    Pozwalała, aby miział ją po kolanie. Sama w tym czasie odpięła dwa górne guziki jego koszuli i teraz obmacywała jego plecy. Wiedziała do czego to wszystko doprowadzi i już nie mogła się tego doczekać! Niecierpliwiła się i kiedy chciała nieco przyśpieszyć akcję, usłyszała głos. Głos dziecka. Dziewczynki.
    niemal natychmiast zbledła. Owszem, wiedziała że Stephen ma dziecko. Ba! Nawet zdjęcia małej widziała i wysłuchała kilka zabawnych historii z jej udziałem. I chciała ją poznać. Wiedziała jednak, że dla małej mógłby być to wielki szok, więc nawet nie proponowała spotkania. Tajemnica przede wszystkim.
    Teraz jednak było już za późno. Mimo, iż chciała ją osobiście poznać, to teraz... teraz nie byłą na to gotowa! Roztrzepana siedziała na biurku jej ojca, który miał odpięta koszulę. Nawet nie chciała myśleć co za myśli naszły głowę czterolatki.
    Kiedy mała ją zobaczyła, całkiem nieświadomie się zaczerwieniła. Cała jej pewność siebie odeszła w siną dal. Właściwie miała tak pierwszy raz. Nawet przed spotkaniami z teściami (chodzi o jej dawniejsze związki) tak się nie zdenerwowała.
    - Jestem Francesca - powiedziała cicho, starając się uśmiechnąć w stronę dziewczynki. Słysząc jej pytanie, przez długą chwilę nie wiedziała co ma odpowiedzieć.
    - Nie. Mam chore migdałki - palnęła pierwsze co przyszło jej na myśl. Dopiero potem uświadomiła sobie jak to głupio musiało zabrzmieć. Zaśmiała się więc, chcąc wyjść z twarzą z tego wszystkiego. - Mam mieć zabieg... Może gofry? Jak tatuś się zgodzi? - Spojrzała wymownie na Stephena. Właściwie to od niego zależało czy będzie miała z nimi iść, czy nie. Brunetka nie chciała mu się wtrącać.

    [To było wredne! xD ]

    OdpowiedzUsuń
  12. Francesca nie była przygotowana na taką sytuację. Kiedy coś nie szło według jakiegoś planu, dziewczyna zaczynała się gubić. Nie wiedziała co ma robić i jak reagować. Podejrzewała, ze kiedyś dojdzie do konfrontacji z małą Jasmin. Ale... dlaczego akurat teraz? Mała przyłapała ich w dość dwuznacznej sytuacji, a Fran kamień spadł z serca, że dziewczynka nie zadaje głupich i podchwytliwych pytań: dlaczego siedzi pani na biurku? Dlaczego tata ma odpięta koszulę? Dlaczego ma pani potargane włosy?
    - Dzień dobry - uśmiechnęła się do dziewczyny i ścisnęła lekko jej rączkę. - Jestem Francesca - powiedziała. Jeśli miała odpowiednie tło to i podejście do dzieci miała. Małe bo małe, ale mogłaby się jednym, no góra dwoma dzieciaczkami zająć.
    - Ojej, dziękuję - uśmiechnęła się wesoło. Zeskoczyła z biurka i klęknęła przed dziewczynką. - Zdradzę ci jednak pewną tajemnicę. - Na jej twarzy pojawił się tajemniczy uśmieszek. - Jestem za stara na księżcznikę - zabawnie zmarszczyła nos, po czym roześmiała się wesoło. W sumie to chciałaby być taką disneyowską księżniczką. Ich życie zawsze było udane. I kończyło się w szczęśliwy sposób. Prawdziwe księżniczki miały przechlapane, ale te z bajek Disneya... One były wspaniałe!
    Z uśmiechem przysłuchiwała się rozmowie ojca z córką. Wyglądali naprawdę przesłodko. Jasmine była naprawdę uroczym dzieckiem, a Fran nagle naszła dziwna nadzieja, że mała brunetka nigdy się nie zmieni. Szkoda by było gdyby zamieniła się w takiego potwora, w którego zamieniają sie nastoletnie córki. Okres buntu u Fran przebiegł nawet pomyślnie. Nie uciekala z domu, nie piła po krzakach ani nie jarała. Nawet aż tak bardzo się nie kłóciła z rodzicami. Gdyby tak bliżej się przyjrzeć, to od tamtej pory prawie nic się nie zmieniło. Teraz jednak mniej czasu spędzała ze znajomymi, którzy byli pochłonięci swoim życiem i nie mięli czasu na spotkania. Albo marnowali czas na głośne imprezy, których Fran wprost nienawidziła.
    Z rozmyślań na temat nastoletniego życia, wyrwał ją głos dziewczynki. Uśmiechnęła się niewinnie w jej stronę i pokiwała lekko głową. - Lubię makaron z sosem serowym - przytaknęła, śmiejąc się. Cóż, niektórzy twierdzą, że Włosi, którzy nie lubią makaronu nie są Włochami. - Ale wolę z sosem bolonaise - dodała.
    Weszła do kawiarenki i rozejrzała się wkoło. Ładnie tutaj było. I tak nieco przytulnie. Zajęli miejsce przy oknie, a Fran wzięła do ręki menu.
    - Więc co zamawiamy? - zapytała z uśmiechem wymalowanym na twarzy, przeglądając wybór dodatków do gofrów. Bita śmietana i owoce umywały się przy bitej śmietanie, nutelli i wielkiej truskawce pośrodku. Co też zamówiła kiedy tylko przemiła kelnerka zapytała się co sobie życzą.
    Fran

    OdpowiedzUsuń
  13. [Zgadza się! Kto zaczyna? :)]

    Jocelyn Maxvell

    OdpowiedzUsuń
  14. [Chyba już blog padł... jakbyś miała ochotę na dokończenie wątku/ rozmowę czy cokolwiek nowego, to pisz na:
    Mail: czarny.jezdziec69@gmail.com
    GG 34885343
    Francesca

    OdpowiedzUsuń